Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Posty oznaczone 'zmysły'

Archiwa tagu: zmysły

Reklamy

Ile mamy zmysłów?

Allegory of the Five Senses

Gérard de Lairesse, Alegoria pięciu zmysłów

Tytułowe pytanie na pozór wydaje się pozbawione sensu. Przecież oczywiste jest, że mamy pięć zmysłów: wzrok, słuch, dotyk, smak i węch. A jednak jest to tylko konstrukt kulturowy, do którego najzwyczajniej w świecie przywykliśmy i uważamy za coś oczywistego, choć wcale takie nie jest. Bo na przykład według biologów zmysłów mamy aż dziewięć (trochę sobie naukowcy poszaleli). Są to: zmysł wzroku, słuchu, smaku, zapachu, dotyku, nocycepcji (zmysł bólu), temperatury, równowagi, propriocepcji (zmysł ułożenia części ciała względem siebie oraz napięcia mięśniowego). Ten ostatni bardzo przydaje się podczas tańca.

No dobrze, ale to jest naukowy ogląd świata. Jak wygląda to w innych kulturach? Anna Wierzbicka pisze, że „rzekoma symetria między „pięcioma zmysłami” człowieka jest pozorna – z punktu widzenia uniwersaliów nic takiego jak „pięć zmysłów” nie istnieje” (Wierzbicka 2010: 103). W zasadzie według autorki o uniwersalności można mówić jedynie w odniesieniu do zmysłów wzroku i słuchu, zaś jeśli chodzi o pozostałe zmysły różne języki dokonują zupełnie innych podziałów. Na przykład w języku hausa odróżnione są jedynie dwa zmysły: jeden to wzrok, drugi to wszystkie pozostałe. Inna bywa również dominacja poszczególnych zmysłów w różnych kulturach, co odzwierciedla się choćby w ich mitologiach, np. Indianie Tzotzil uważają za siłę witalną Kosmosu – ciepło (zmysł temperatury), Ongee – zapach (zmysł węchu), Desana (znad Amazonki) – kolor (zmysł wzroku). W tej kulturze kolor żółty oznacza męską siłę prokreacyjną, czerwony – żeńską płodność, niebieski – przekazywanie, komunikację, zaś kolor zielony – wzrost (Classen 1993: 131).

W naszej kulturze zmysły również nie są uważane za równorzędne. Już od czasów starożytnej Grecji istnieje ich ustalona hierarchia. Na przykład Platon dzieli zmysły na wyższe (wzrok i słuch) oraz niższe, zwierzęce – do których zalicza smak i węch. Używa on także w swoich tekstach wyłącznie metafor wzrokowych, ponieważ według niego wzrok i słuch, nie angażując ciała, pozwalają na lepszą pracę intelektu. Również dla Arystotelesa wzrok jest najważniejszym zmysłem człowieka, gdyż dostarcza mu najwięcej informacji (Korsmeyer 1999: 14-17). Według filozofów zachodnich wzrok i słuch są zmysłami „wyższymi”, dlatego że pomiędzy obiektem percepcji a człowiekiem jest duży dystans, zaś w przypadku smaku, węchu oraz dotyku  – ta odległość jest niewielka lub kontakt ze źródłem bodźców jest bezpośredni. Ten dystans był dla zachodniej filozofii wyznacznikiem, że wzrok i słuch mają przewagę moralną, estetyczną i poznawczą nad innymi zmysłami.

A jak to wygląda w języku polskim? Według kolokatora w Narodowym Korpusie Języka Polskiego w tekstach najczęściej występuje zmysł wzroku (98 wystąpień), potem zmysł węchu (zmysł węchu – 48 wystąpień i zmysł powonienia: 40 wystąpień),  zmysły smaku i dotyku mają po 48 wystąpień, zmysł słuchu zaś 46 wystąpień. O dziwo wyszukiwarka wypluła całkiem sporo kolokacji zmysł równowagi – bo aż 34. Jak widać, język naukowy ma realny wpływ na język ogólny, ponieważ te wyrażenia pojawiały się w bardzo różnych typach tekstów: nie tylko specjalistycznych, ale nawet literackich.

W polszczyźnie wyraźnie dominuje pole wzroku i słuchu. Te zmysły dysponują najbardziej rozbudowaną leksyką, przede wszystkim licznymi i zróżnicowanymi czasownikami. Nie zauważamy zazwyczaj, że możemy powiedzieć coś widać, coś słychać, ale w odniesieniu do dotyku, zapachu i smaku mamy tylko jeden czasownik – czuć. Co ciekawe: dominacja wzroku znika bezpowrotnie, gdy zanalizuje się metafory synestezyjne (o których pisałam wcześniej). Z przeglądu metafor zleksykalizowanych (czyli takich, które zostały już utrwalone w słowniku) wynika, że polem, z którego najwięcej korzysta się w zapożyczeniach metaforycznych, jest dotyk, a w następnej kolejności – smak.

Jak wiadomo, w języku polskim funkcjonuje frazeologizm szósty zmysł. Używany tego określenia, gdy mówimy o intuicji lub zdolnościach paranormalnych (dlatego taki miał tytuł znany film Manoja Nighta Shyamalana o chłopcu, który widział duchy). Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na tym nie koniec naszych zmysłów, ponieważ wyszukiwarka korpusowa wypluła mi jeszcze kolokację siódmy zmysł. Okazuje się, że coraz częściej ludzie używają tego wyrażenia zamiast frazeologizmu szósty zmysł. I trudno to uznać za błąd frazeologiczny, Dlaczego? Po pierwsze z wielu kontekstów wynika, że autorzy tych tekstów doskonale zdają sobie sprawę, że z punktu widzenia nauki mamy jednak więcej zmysłów niż pięć. W ich przekonaniu szóstym zmysłem jest zmysł równowagi, zatem brakuje jakiegoś określenia, które przejęłoby znaczenia pierwotnego frazeologizmu szósty zmysł. Poza tym siódemka w naszej kulturze ma dużo lepsze konotacje niż szóstka i jest o wiele bardziej magiczna. W Biblii siedem oznacza pełnię i doskonałość (podczas gdy szóstka symbolizuje brak doskonałości i pełni), pitagorejczycy uważali ją za najwyższą podstawową liczbę całkowitą, mamy siedem cudów świata, Minotaur lubił sobie zakąsić po siedem dziewic i po siedmiu młodzieńców każdego roku, miasto Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach, mamy siedem dni w tygodniu.

Ile zatem mamy zmysłów? Jak widać, w sumie nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Język potoczny pokazuje inną rzeczywistość niż kultura i nauka. Tradycyjnie nadal będzie to pięć zmysłów, biolodzy uważają, że dziewięć (ale boję się, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa), zaś język zatrzymał się gdzieś pośrodku – na mistycznej liczbie siedem.

LITERATURA

Classen Constance, Worlds of Sense, London and New York: Rutledge 1993.

Korsmeyer Carolyn, Making Sense of Taste. Food and Philosophy, Cornell University Press, USA 1999.

Wierzbicka Anna, Semantyka. Jednostki elementarne i uniwersalne, Wydawnctwo UMCS, Lublin 2010.

Reklamy

Srebrzystoturkusowa cisza – o synestezji w języku

W psychologii opisuje się ciekawą zdolność, występującą u niektórych ludzi, która polega na tym, że bodźce otrzymywane za pośrednictwem jednego zmysłu (np. wzroku), wywołują jednocześnie doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów. Nazywa się to synestezja. Na przykład Nikołaj Rimski-Korsakow miał podobno postrzegać tonacje muzyczne w określonych kolorach – C-dur była dla niego biała, A-dur – jasnoróżowa, a E-dur – szafirowa, błyszcząca. Słynnym synestetykiem był Wladimir Nabokov, który postrzegał litery w określonych kolorach, np. literę M widział jako różową. Podobno taką zdolność ma jedna osoba na dwadzieścia pięć tysięcy. Synestezja jest również środkiem stylistycznym stosowanym chętnie w poezji. Lubowali się w synestezji poeci Młodej Polski. Tetmajer pisał w wierszu Widok ze Świnicy do Doliny WierchcichejŚwinica

Ponad doliną się rozwiesza
srebrzystoturkusowa cisza
nieba w słonecznych skrach.

Niewiele osób jednak zauważa, że zjawisko synestezji jest bardzo typowe dla każdego języka naturalnego. Mamy tendencję do mówienia o jednych zmysłach za pomocą wyrażeń, które prymarnie odnoszą się do innych zmysłów. Na przykład słodki zapach, jasny dźwięk, ostry głos, itp. Co więcej, badanie etymologii pokazuje, że proces ten zachodził zawsze. Z artykułu I. Judyckiej wynika na przykład, że całkowicie metaforyczne jest leksykalne pole zapachu. Judycka pisze, że w żadnym języku nie ma wyrażeń, które od samego początku oznaczałyby prymarnie wrażenia węchowe. Wszystkie te określenia są przenośniami, przejętymi z innych pól zmysłowych (Judycka 1963: 72). Przykładem synestezji historycznej, która dziś już jest niedostrzegalna dla użytkowników języka, może być wyraz brzydki, który niegdyś odnosił się do sfery motoryczno-dotykowej: ps. *bridъ  < pie. *bher- ‘ciąć czymś ostrym’ (Judycka 1963: 63). W języku polskim można zaobserwować, że do opisu wrażeń wzrokowych wykorzystujemy określenia odnoszące się do 1) dotyku (gorący, ciepły, zimny, złamany, miękki); 2) dźwięku (gama, krzyczący/krzykliwy, tonacja); 3) smaku (ostry, słodki). O wrażeniach słuchowych w polszczyźnie mówimy za pomocą nazw z pola: 1) wzroku (barwa dźwięku, czysty, jasny, ciemny, matowy, niski, wysoki, srebrny); 2) dotyku (aksamitny, chropawy, ciepły, miękki, suchy, szorstki), oraz 3) smaku (ostry, słodki). Odczuwania zapachów wyrażamy za pomocą leksemów nazywających pierwotnie: 1) smak (gorzki, cierpki, ostry, słodki, kwaśny); 2) dotyk (duszący, gryzący, lekki); dźwięk (nuta). O wrażeniach smakowych mówimy za pomocą określeń z pola dotyku (ostry, palący). Czyli najbardziej podstawowymi zmysłami, z których najczęściej zapożycza się wyrażenia do opisu innych doznań sensorycznych, są dotyk i smak. Nie zwrócili na to uwagi filozofowie, którzy hierarchizowali zmysły zupełnie inaczej. Dla Platona i Arystotelesa to wzrok jest najważniejszym zmysłem człowieka, ponieważ dostarcza najwięcej informacji o rzeczywistości. Takie wartościowanie zmysłów przetrwało w pismach późniejszych filozofów, którzy uznawali wzrok i słuch za zmysły „wyższe” ze względu na duży dystans pomiędzy obiektem percepcji a człowiekiem. W przypadku smaku, węchu oraz dotyku  – ta odległość jest niewielka lub kontakt ze źródłem bodźców jest bezpośredni. Ten dystans był dla zachodniej filozofii wyznacznikiem, że wzrok i słuch mają przewagę moralną, estetyczną i poznawczą nad innymi zmysłami.

Metafory synestezyjne są bardzo często wykorzystywane w opisach doznań smakowych lub zapachowych. Autorom trudno przekazać subiektywne doświadczenia za pomocą języka dosłownego, więc muszą uciekać się do przenośni, często oryginalnych i wyszukanych, a czasem niestety mało udanych i pretensjonalnych. Na przykład w poniższej recenzji wina autor wykorzystuje jako źródło metafor wrażenia wzrokowe:

Jeśli chodzi o wina czerwone, to zdecydowanie gwiazdą wieczoru zostało Carruades de Lafite 2002 (tak, ten Lafite). Znakomite wino, sprawiające wrażenie wyrzeźbionego w migdałowym drewnie (to pewnie nuta z aromatu…), uderzające finezją i powściągliwością, a jednocześnie prezentujące okrągłości, których nie powstydziła by się Scarlett Johansson. http://vitisvinifera.blox.pl/html

W kolejnym tekście autor sobie zaszalał i nieco przesadził z metaforycznością opisu:

Dosyć gęste, ciężkie wino. Aromat intensywny, owocowy, na dłuższą metę męczący, ale kto będzie wwąchiwał się w kieliszek przy kotlecie? Ciało osiłka na sterydach: niby duży, niby silny, ale i groteskowy. W ustach owocowe i dosyć cierpkie – ja to lubię. Ogólnie dobre. http://blogi.magazynwino.pl/rybak/

W sumie nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Z jednej strony wino opisane jest jako osiłek na sterydach (a fuj!), a z z drugiej strony autor twierdzi, że wino jest dobre. Mnie ten fragment na tyle zniechęcił (metafora była bardzo obrazowa), że w życiu bym takiego wina nie kupiła.

Zapach jeszcze trudniej opisać niż smak. Jest to spore wyzwanie dla recenzentów perfum. Dość często wykorzystywane są wyrazy z pola dotyku, dźwięku czy wzroku,  zwykle skontaminowane w jednym fragmencie, np.:

Ciepły, kwiatowy akord główny przez cały czas wybrzmienia wydaje się zmącony, zarysowany nutą cytrusową, którą z czasem zastępuje jasne, lecz ciepłe piżmo i syntetyczny mech. http://www.sabbathofsenses.com/2013/04/wiosenne-kwitnienie-czyli-jacques.html#more

I znów – z metaforą można przesadzić, czego przykład podaję poniżej:

Hanae Keiko raczy nas czymś tak kruchym i delikatnym, że każda nuta, która rozbrzmiewa w nosie jest delicją. http://www.opinie-perfumy.pl/hanae-keiko-mecheri/

Nie będę skupiać się na problemie przecinkologii (albowiem jest to sztuka tak trudna i tajemna, że nie każdy wie, gdzie, do cholery, postawić ten przecinek), ponieważ autorce udało się osiągnąć ciekawy i mocno wstrząsający efekt. Po przeczytaniu tego tekstu mam oto przed oczami obraz jakieś nieszczęsnej kobiety z delicją wedlowską wbitą w jedną z jej dziurek od nosa. Brrrr!

Metafora synestezyjna jest w takich opisach, jak przytoczone powyżej, nieunikniona. Rzeczywiście mamy tak mało rozbudowane pola leksykalne niektórych zmysłów, że musimy mówić o naszych doznaniach sensualnych przenośnie i obrazowo. Czasem też chcemy ubarwić tekst jakąś barwną i ciekawą metaforą, która przyciągnie uwagę odbiorcy. To dobrze, ale niestety jest to duża sztuka. Można czasem z tą barwnością przesadzić i  osiągnąć całkowicie odwrotny skutek w postaci efektu komicznego. Z powyższych rozważań można również wyciągnąć wniosek, że synestezja nie jest wcale rzadkim zjawiskiem, które dotyczy jakiejś wybranej garstki osób o niezwykłych zdolnościach. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy synestetykami, choć nawet tego nie zauważamy. Niektórzy z nas mają po prostu mniej konwencjonalne skojarzenia.

LITERATURA

Irmina Judycka, 1963, Synestezja w rozwoju znaczeniowym wyrazów, „Prace Filologiczne”, t. XVIII, s. 59-78.

%d blogerów lubi to: