Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Posty oznaczone 'sylabusy'

Archiwa tagu: sylabusy

Reklamy

Sylabusowy strumień świadomości

Z notesika zdesperowanego dydaktyka na początku sesji, czyli co by się pojawiło w sylabusie, gdybym napisała, co faktycznie myślę.

Nazwa przedmiotu

Bardzo interesujące seminarium magisterskie. Naprawdę bardzo. O matko jedyna, jaki tytuł dać? Nie umiem wymyślać tytułów. Jakoś chwytliwie… Ogólna teoria wszystkiego. Nie… Drętwo… Życie seksualne semów… O, to dobre. Może wybiorą mnie do Beki z oferty dydaktycznej UW? Fajnie by było. Może jakoś poetycko tak? Dumnie i chmurnie (choć lepiej się rymuje durnie i chmurnie)? Skrzydlate słowo i niech sobie leci? W poszukiwaniu straconego semu. Albo przaśnie i swojsko: Gdzie sem nie może, tam babę pośle. Hmmm… dobra tam, daję tak: W sieci słów. Od semów do metafory. Cudnie! I poetycko, i trochę tajemniczo. Przecież nikt nie wie, co to jest ten sem, no nie? Może ktoś się skusi. Ja w końcu poszłam studiować polonistykę specjalnie po to, żeby się dowiedzieć, co to jest jer.

Skrócony opis przedmiotu

Niech mnie ktoś oświeci, czym się ma różnić skrócony opis od pełnego! To znaczy poza faktem, że ma być krótszy. Tematów nie dam, bo to w pełnym. No to co tu dam? Za krótka była ta tabela, że taką rubrykę tu wtrynili??? Co leniwsi koledzy po prostu robią COPY PASTE i już. Opis skrócony i pełny są bliźniaczo podobne. Chyba wychodzą z założenia, że i tak tego nikt nie czyta.

Wymagania formalne

A czegoż ja mogę formalnie wymagać od studenta, żeby mógł zapisać się na seminarium magisterskie? Może wpisać – żeby był studentem filologii polskiej. Bo geolog by się nudził.

Założenia wstępne

Hmmm… Umie czytać i pisać. Czy za mało? Może dodam, że czyta ze zrozumieniem. Ooo, że czyta ze zrozumieniem i krytycznie. Już wiem! Student czyta ze zrozumieniem i krytycznie teksty z zakresu semantyki. A co się będę ograniczać: Student czyta ze zrozumieniem i krytycznie, i ze śpiewem na ustach, i w hołubcach radosnych (bo to takie ciekawe jest) niebywale interesujące, głębokie i uniwersalne teksty z semantyki, bez których jego życie byłoby o wiele uboższe.

Efekty uczenia się

Może tak: Po ukończeniu przedmiotu student nie ucieka na mój widok i nie dostaje drgawek, gdy przechodzi obok biblioteki im. Jana Baudouina de Courtenay, a po nocach nie śni mu się analiza składnikowa i eksplikacje Anny Wierzbickiej (brrrr!). Optymistka jestem. No dobra, najpierw WIEDZA. No to z grubej rury: Student ma pogłębioną wiedzę o semantyce leksykalnej, kontrastywne, kognitywnej. Ma tak pogłębioną tę wiedzę, że po magisterium dadzą mu Nobla. Nic nie szkodzi, że nie dają z językoznawstwa. Z ekonomii mu dadzą najwyżej. Co tam dalej… Ach, UMIEJĘTNOŚCI. Dajemy: Student umie samodzielne i bez wszelakiej pomocy analizować znaczenia jednostek leksykalnych, korzystając ze słowników i zasobów w sieci. Nudne takie, kto by chciał to umieć… Może tak (dla zachęty): Umie przyrządzić mus czekoladowy, lepić pierogi (podam im przepis mojej babci na ciasto, sukces gwarantowany)  i haftować. Nie to skreślić, nie umiem haftować, dajmy zamiast tego lepić z modeliny. W końcu teraz jest w modzie interdyscyplinarność i praktyczne umiejętności.

Sposób realizacji przedmiotu

Przedmiot realizowany w sali dydaktycznej. O tak, żeby dali salę! Do gabinetu wchodzi w porywach sześć osób. Raz miałam komplet w 28C, to rozważałam podwieszenie kilku bardziej wysportowanych studentów pod sufitem, żeby było luźniej. I koniecznie salę z oknem. Nie zapomnę seminarium na III piętrze w pokoju bez okna. Po paru miesiącach zaczęłyśmy ze studentkami przypominać ryby głębinowe (takie z wypuczonymi na wierzch oczami), a nasza skóra zaczęła przybierać interesujący, zielonkawy odcień. W dodatku za ścianą odbywały się próby chóru bałtystów. Ładnie śpiewali, nie powiem, ale mnie już zaczynała pieśń ludowa bulgotać w dudkach i miałam ochotę przyłączyć się do ich pień drugim głosem. Ojej, i żeby w sali był projektor! I może tablica! Po tym, jak prowadziłam zajęcia z fleksji w sali bez tablicy, mam ciężki uraz. To znaczy tablica była, tylko zamontowana sprytnie za plecami studentów. Bo to sala literacka była, a najwyraźniej kolegom prowadzącym zajęcia z literatury tablica nie jest specjalnie potrzebna.

Metody i kryteria oceniania

Studenci przychodzą na zajęcia, czytamy i dyskutujemy. Nie, to w świecie idealnym. Raczej jest tak, że ja coś tam ględzę i próbuję sprowokować uczestników do odpowiedzi. Jednocześnie coraz lepiej zaczynam rozumieć stare powiedzenie Gadał dziad do obrazu. Jak mawiał profesor Makowiecki, na zajęciach najpierw zadaje się pytanie problematyzujące, potem odczekuje parę minut, następnie rzuca się pytanie pomocnicze, znów się odczekuje, potem kolejne pytanie pomocnicze i potem należy przejść do wykładu. Starsza szkoła!

Reklamy

Sylabusy, czyli konsultacja Trurla

Otarłam pot ze spracowanego czoła, zapisałam ostatni sylabus, po czym zatrzasnęły się nieodwołalnie spiżowe wrota USOS-a. Zaprawdę na tej stronie powinie widnieć ostrzegawczy napis:

Bureaucracy illustrationPrzeze mnie droga w miasto utrapienia,

Przeze mnie droga w wiekuiste męki,

Przeze mnie droga w naród zatracenia …

Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją.

Mam takie wrażenie, że kolejne reformy w edukacji uczelnianej prowadzą do wykreowania specjalnej maszyny Trurla na B, której, jak Kosmos Kosmosem, nikt nie dał jeszcze rady. Otóż w jednym z opowiadań Stanisława Lema pt. „Wyprawa piąta, czyli konsultacja Trurla”, konstruktor Trurl przylatuje na planetę Stalookich, który nie mogą pozbyć się Tego Czegoś, co przyleciało, usiadło i ani drgnie. Straszyli To Coś maszynką-straszynką, maszyną-straszyną i maszyniszczem, ale nic nie pomogło. Trurl obiecuje pomoc – skonstruowanie specjalnej maszyny na Be. W tym celu żąda:  „papieru, atramentu, stempelków, pieczątki okrągłej, laku jak maku, piasku, okienek, pluskiewek, łyżeczki cynowej, spodeczka, bo herbata już jest i listonosza”. Następnie rozpoczyna urzędowanie: „listonosz biega jak szalony całą dobę w obie strony; Trurla stemple unieważnia, rezolucje wysyła, maszynistka stuka i już powstaje z wolna wokoło cała kancelaria, datowniki, pliki, akta, spinacze, zarękawki z czarnej mory, teczki, segregatory, łyżeczki, tabliczki ‚wejścia nie ma’, kałamarze, formularze, od nocy do zarania coraz więcej pisania, maszynistka stuka, a wszędzie pełno herbaty i śmieci”. Trurl w ten sposób wykańcza tajemnicze Coś i następnie wyrzuca w Kosmos biurka, stołki, pieczątki i całe to barachło, żeby ta specjana maszyna na Be nie zjadła z kolei Stalowookich. Mam wrażenie, że ta maszyna Trurla pożera w tej chwili uczelnie wyższe. Zasypują nas stosy dokumentów do wypełniania, sylabusy, ankiety ewaluacyjne, ankiety efektów kształcenia, misje wydziału, zasady dyplomowania i co tam jeszcze chcecie. Mam wizję uniwersytetu w niedalekiej przyszłości: stosy papierzysk pokrywających się kurzem i pajęczynami, nad nimi blade i wychudłe twarze wykładowców, którzy wypełniają kolejne tabelki, studentów już dawno nie ma, bo kto znalazłby jeszcze czas na uczenie.

Wypełniamy zatem co roku te nieszczęsne sylabusy. Jest tam cała masa dziwnych rubryczek i rubryczątek. Moja ulubiona to oczywiście „Efekty kształcenia”. Mamy tam zatem: wiedzę, umiejętności i (uwaga!) kompetencje społeczne – postawy. Powiedzmy, że prowadzę przedmiot „Gra na okarynie”. Nie wystarczy, że napiszę po prostu, iż student po moich zajęciach opanuje umiejętność gry na owym instrumencie. O nie! Muszę jeszcze rozdąć tę informację do monstrualnych rozmiarów, w dodatku posługując się upiorną nowmową urzędową. Czyli na przykład napisać tak:

WIEDZA

  • Student wie, jak wygląda okaryna.
  • Student wie, ile otworów ma okaryna.
  • Student wie, z czego jest zrobiona okaryna.
  • Student ma podstawową wiedzę, z jakiego języka pochodzi nazwa „okaryna” i co oznacza w oryginale.

UMIEJĘTNOŚCI

  • Student umie zatkać wybrane otwory okaryny wybranymi palcami w wybranych momentach czasowych.
  • Student umie zadąć w okarynę tak, że świadomie i celowo wydaje określone dźwięki.
  • Student potrafi rozpoznać i nazwać dźwięki okaryny.
  • Student jest w stanie określić typowe błędy powstające przy wydawaniu dźwięków z okaryny.

KOMPETENCJE SPOŁECZNE-POSTAWY

  • Po ukończeniu kursu gry na okarynie student potrafi inspirować proces uczenia się gry na okarynie innych osób.
  • Student potrafi odpowiednio określić priorytety służące realizacji celu gry na okarynie.
  • Student potrafi identyfikować problemy związane z gra na okarynie.
  • Student rozumie zasady etyki gry na okarynie.
  • Student ma pogłębioną świadomość dziedzictwa kulturowego, aktywnie uczestniczy w działaniach na rzecz szerzenia postaw etycznych niezbędnych w grze na okarynie wśród kolegów.
  • Student po ukończeniu kursu gry na okarynie uczestniczy w życiu kulturalnym, interesuje się wydarzeniami kulturalnymi oraz nowymi zjawiskami w różnych dziedzinach życia.

Całe to bredzenie muszę następnie przetłumaczyć na angielski. Na co oczywiście nigdy nie ma środków, więc zwykle robi się to w czynie społecznym.

Żeby było jasne – oczywiście że studenci powinni mieć pełną i precyzyjną informację na temat zajęć: jaka jest ich tematyka, co będą musieli przeczytać, jakie są warunki zaliczeń i egzaminów. Jednak nie rozumiem kompletnie, w jakim celu te nieszczęsne sylabusy rozbudowano do tak monstrualnych rozmiarów i wyposażono w rubryki, w które nie wiadomo, co wpisać. Podejrzewam, że zrobiono to tylko po to, żeby zapewnić strawę tej specjalnej maszynie na Be.

 

%d blogerów lubi to: