Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Językoznawstwo » Językoznawca w popkulturze

Językoznawca w popkulturze

Reklamy

Połączenie w jednej frazie językoznawcy i popkultury brzmi na pewno bardzo dziwnie. Podejrzewam, że dla większości ludzi sama nazwa językoznawstwo wywołuje napad niepohamowanego ziewania, a typowy badacz tej wyjątkowo nieatrakcyjnej dziedziny wiedzy kojarzy się zapewne z bardzo sędziwym, koniecznie brodatym panem, który siedzi przy biurku zawalonym książkami i pokrytym tonami kurzu. Czyli krótko mówiąc, koszmarna nuda i naturalny środek nasenny. Zupełnie inaczej jest z prawdziwymi naukowcami (czyli zajmującymi się naukami ścisłymi) – o tak, ci to w popkulturze mają duże wzięcie. Zazwyczaj szalony naukowiec o nie do końca jasnej specjalizacji tworzy jakiegoś groźnego mutanta, albo sam mutuje w straszliwą i odrażającą bestię, ewentualnie wymyśla potężną broń masowego rażenia i bohater musi go powstrzymać przed zagładą miasta czy wręcz całego świata. A taki biedny językoznawca może co najwyżej rzucać we wrogów tomami opasłych słowników. O dziwo, można jednak znaleźć całkiem ciekawe przykłady z kultury masowej, gdzie to własnie językoznawca, a nie na przykład fizyk, odgrywa znaczącą rolę.

  1. Sabine Hoffman, Rosa Ribas „Dar języków”. Kryminał, który rozgrywa się w latach pięćdziesiątych w Barcelonie, czyli w czasach reżimu generała Franco. Mamy już na wstępie (jak przystało na kryminał) zwłoki – ginie bogata wdowa Mariona Sobrerocca. Wygląda to na zwykłe zabójstwo na tle rabunkowym. Jednak młoda dziennikarka Ana, która ma relacjonować postępy w śledztwie, ma wrażenie, że policja coś przeoczyła i prosi swoją daleką kuzynkę Beatriz Noguer o pomoc w rozwikłaniu zagadki. A Beatriz jest własnie językoznawcą – zajmuje się konkretnie dialektologią. Jej analiza znalezionych listów (całkiem porządna analiza korpusowa) ujawnia fałszerstwo, które prowadzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji i naraża bohaterów na poważnie niebezpieczeństwo.
  2. „Arrival” (Nowy początek). Film z 2016 roku w reżyserii Denisa Villeneuve. Główną bohaterką jest lingwistka Louise Banks (grana przez Amy Adams). Akurat podczas jej wykładu ląduje statek kosmitów (zapewne ku wielkiej uldze studentów). Amerykańska armia prosi panią doktor o pomoc w porozumieniu z kosmitami, którzy przypominają wielkie, lewitujące ośmiornice. Przy realizacji filmu pracowała Jessica Coon, językoznawca z Uniwersytetu w Montrealu. Podobno gabinet, który „zagrał” w filmie był odtworzony z detalami na wzór gabinetu Coon, łącznie z zestawem książek na półkach. Widzimy zatem proces dekodowania języka kosmitów – bohaterce idzie to oczywiście piorunem. Twórcy wykorzystują w filmie hipotezę Edwarda Sapira i Benjamina Lee Whorfa, która jest dość mocno relatywistyczna, ponieważ mówi o tym, że dany język narzuca nam określoną interpretację rzeczywistości, co w zasadzie uniemożliwia pełne porozumienie z ludźmi mówiącami innymi językami. Widzę tu pewną sprzeczność, bo z jednej strony hipoteza Sapira i Whorfa jest zobrazowana w filmie bardzo dosłownie (kosmici inaczej niż my mówią i myślą czasie, co ma istotny wpływ na akcję), a z drugiej strony bohaterka z niebywałą łatwością nabywa język obcych, którzy nie tylko mają inne ciała niż nasze, ale najwyraźniej żyją  w świecie, gdzie obowiązują jakieś inne prawa fizyczne (brak grawitacji). W tej sytuacji nie mam pojęcia, jak udało się znaleźć pani doktor jakąkolwiek wspólną płaszczyznę porozumienia. Na przykład w jednej ze scen Banks pokazuje kosmitom tabliczkę z napisem HUMAN (‚człowiek’). A skąd wiadomo, czy kosmiczne ośmiornicę  rozumieją nasze sposoby kategoryzacji? Na przykład na różne gatunki? Albo w innej scenie uczy kosmitów słowa WALK (‚chodzić’). No tak, niewątpliwie lewitujące istoty zrozumieją ten jakże podstawowy koncept. Co ciekawe, w filmie występuje również fizyk (Jeremy Renner), ale nie widać, żeby jego wiedza do czegokolwiek się przydała, jest trochę jak piąte koło u wozu. Oczywiście, pani doktor jest przedstawiona zgodnie ze stereotypem: każdy językoznawca to poliglota – albowiem zna się ona na wszystkich językach, czyta płynnie w sanskrycie, tłumaczy z frasi i porozumiewa się bez problemu w mandaryńskim z przywódcą Chin.
  3. „Manhunt: Unabomber”. Serial z 2017 roku w reżyserii Grega Yaitanesa, można obejrzeć na Netfliksie. Serial opowiada o prawdziwej historii słynnego polowania FBI na Unabombera  – Teda Kaczyńskiego, który przez 18 lat (do 1995 roku) wysyłał bomby do przypadkowych ludzi (zabił w ten sposób 3 osoby, a 29 zranił). Główym bohaterem jest agent Jim „Fitz” Fitzgerald (grany przez Sama Worthingtona), który w poszukiwaniach przestępcy po raz pierwszy wykorzystuje analizę językową. Agent dysponuje zbiorem listów wysłanych przez Kaczyńskiego do FBI, a także jego „Manifestem”, który został opublikowany przez „The New York Times” oraz „The Washington Post”. Moment publikacji tego manifestu stał się przełomem w śledztwie, ponieważ szwagierka Kaczyńskiego i jego brat rozpoznali styl, specyficzne słownictwo (np. cool-headed logicians) oraz podobne idee do tych, które głosił Ted. Rodzina Kaczyńskiego dostarczyła FBI jego prywatne listy. Fitzgerald miał zatem całkiem spory korpsu tekstów i mógł przeprowadzić analizę porównawczą. Okazało się, że bardzo wiele cech języka i stylu jest wspólnych, co potwierdziło podejrzenie, że Ted Kaczyński jest faktycznie nieuchwytnym Unabomberem. Zatem tylko dzięki analize lingwistycznej Kaczyński został w końcu ujęty.

Jak widać, trochę przykładów językoznawców w popkulturze mamy. Ja osobiście cały czas liczę na jakich bardziej spektakularnych bohaterów. Może jakiś komiks z lingwistą w roli głównej? Językoznawca-superbohater o niezwykłych mocach? No to kto się podejmie wyzwania?

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Nawiązując do Arrival – warto przeczytać opowiadanie Teda Chianga, na którego podstawie zrobiono film („Historia twojego życia”). Opowiadanie jest jednym z najlepszych opowiadań sf, jakie znam. I nie ma w nim tych denerwujących wstawek z filmu (który zresztą bardzo mi się podoba).

    • mzawislawska pisze:

      To koniecznie muszę przeczytać. Film też mi się podobał, choć akurat jeśli chodzi o możliwość komiunikacji z obcą cywilizacja to moje podejście jest równie pesymistyczne jak Lema (np. w „Solaris”).

      • Zgadzam się, też uważam, że porozumienie z *bardzo* obcą kulturą jest na granicy niemożliwości. Obcą nie tylko gatunkowo, ale nawet środowiska, w którym się rozwijała. A z drugiej strony, wydaje się, że prawa fizyki są jednak uniwersalne i tutaj można będzie próbować znaleźć nić porozumienia. Choć właśnie – w opowiadaniu jest ślicznie pokazane, że nawet tak uniwersalne, zdawałoby się, koncepcje, wcale nimi być nie muszą i pojęcia zupełnie podstawowe dla nas wcale nie są takimi dla obcych.
        Film bardzo trywializuje sam proces dogadywania się i jednocześnie dorzuca sporo niepotrzebnych fajerwerków. Ale i tak ekranizacja akurat tego opowiadania, hollywoodzka ekranizacja, nie śniła mi się w najśmielszych snach 🙂 Gdybyś chciała, służę opowiadaniem Chianga.

      • mzawislawska pisze:

        Chętnie skorzystam, bardzo dziekuję 😀

  2. W takim razie, poproszę o mail na misc (at) lithics (dot) eu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: