Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Ogólne » Uczył Marcin Marcina…

Uczył Marcin Marcina…

Ostatnio w internecie zawrzało. Otóż pewien pan profesor od filozofii opublikował w „Rzeczpospolitej” wyjątkowo paskudny tekst, w którym wezwał do ograniczenia możliwości studiowania osobom z deficytami neurologicznymi czy psychicznymi. Autor leci po bandzie, pisząc o ludziach obłąkanych, niepoczytalnych i niezrównoważonych, a cały tekst ma zachęcający tytuł: Czy ludzie niezrównoważeni psychicznie powinni być przyjmowani na uczelnie wyższe. Jest to oczywiście pytanie retoryczne, albowiem pan autor jest przekonany, że absolutnie, nigdy, w żadnym wypadku nie powinni być przyjmowani, bo przeszkadzają i tyle. Dodajmy, że autor uczy etyki i to na dwóch uniwersytetach! Cały artykuł jest niby rozmową z biednym i znękanym Zdzisiem, który uczy kulturoznawstwa i męczy się, misio-pysio, jak potępieniec, albowiem ma on w grupie studenta z zespołem Aspergera.

Już abstrahuję od faktu, że pan profesor wykazuje się brakiem jakiekolwiek podstawowej wiedzy w przedmiocie, o którym pisze, że opowiada po prostu kompletne brednie i obraża studentów (szerzej o sprawie np. w OKO.PRESS), ale chciałam też zwrócić uwagę na kilka rzeczy, które z tego artykułu przy okazji wynikły.

  1. Do pracy na uczelni przyjmuje się kandydatów wyłącznie na podstawie oceny ich osiągnięć naukowych. Nie wiadomo, jakimi są dydaktykami i czy w ogóle są predysponowani do tego typu pracy. Czy nie powinno się tego brać pod uwagę? Artykuł w „Rzeczpospolitej” pokazuje, że niektórzy nie powinni mieć nigdy żadnego kontaktu ze studentami.
  2. Pracownicy na uczelniach powinni przechodzić obowiązkowe szkolenia z zakresu pedagogiki i dydaktyki. Przydałaby się też wiedza bardziej specjalistyczna, dotycząca nauczania osób niepełnosprawnych.
  3. Pracownicy powinni mieć stosowne wsparcie techniczne i merytoryczne ze strony uczelni. Jedno Biuro ds Osób Niepełnosprawnych to niestety trochę za mało. Od lat mam w swoich grupach osoby z różnymi typami niepełnosprawności. W tym roku uczę na przykład niezwykle zdolną i pracowitą osobę, która z powodu poważnych problemów zdrowotnych musi się brać udział w zajęciach zdalnie. Np. przez Skype’a. Na szczęście mam nowego laptopa (swojego prywatnego), dzięki czemu mogę takie ćwiczenia prowadzić. Gdyby nie to, nie byłoby to możliwe, bo akurat moja rodzima jednostka nie dysponuje odpowiednim sprzętem.
  4. Publikacja taka, jak ta w „Rzeczpospolitej”, powinna skutkować natychmiastowym odsunięciem pracownika od zajęć dydaktycznych oraz komisją dyscyplinarną. Kiedy pan Ziemkiewicz poskarżył się na dra Wrońskiego, że ten zbiera podpisy pod petycją sprzeciwiającą się zaproszeniu pisarza na krakowskie Targi Książki, Rektor UJ-u natychmiast napisał do niego list z przeprosinami i zwrócił się do Rzecznika Dyscyplinarnego uczelni, aby ten stwierdził, czy nie doszło do naruszenia przepisów prawnych (por. „Polityka”). W tym wypadku mamy tylko pełne ubolewania oświadczenia władz uczelni, podkreślające, że to są prywatne opinie autora tekstu.

A o panu profesorze można rzecz krótko: Uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia.

Reklamy

11 komentarzy

  1. Manatu pisze:

    Hej, też zdenerwował mnie ten tekst.

    Zamiast jednak skupiać się na osądzaniu autora i opisanego w artykule profesora, jak większość komentatorów, uważam, że lepiej skupić się na pytaniu „w czym leży problem”. Raczej nie jest to tylko kwestia ignorancji i arogancji jednostki, a kwestia strukturalna. Moim zdaniem artykuł pokazuje wiele istotnych problemów, na które Ty też zwracasz uwagę:

    1) brak wsparcia ze strony uczelni w sytuacji skomplikowanych wymagań osób z niepełnosprawnościami, a także problemami rozwojowymi (od małych jak dysleksja po te poważniejsze jak autyzm) – wsparcie powinien otrzymać zarówno student jak i wykładowca
    2) brak przygotowania dydaktycznego pracowników naukowych – dlaczego wykładowca zostawiony jest sam sobie z problemem dydaktycznym i musi szukać pomocy u przypadkowych kolegów? Czemu przed rozpoczęciem zajęć nie odbył się kurs przygotowujący do rozmaitych wyzwań (nauczyciele w szkołach muszą taki kurs ukończyć)
    3) wreszcie dla mnie ważna sprawa jako dla lingwistki – czemu taki język (pogardliwy, uprzedmiotawiający, alienujący) jest dopuszczalny? Czemu przed opublikowaniem artykułu nie zastanowił się dwa razy autor, czemu nie widzieli w nim nic złego redaktorzy, którzy dopuścili tekst do druku? Wciąż brakuje edukacji w zakresie nieobraźliwego, inkluzywnego używania języka – wszystko to sprowadzane jest to ‚absurdalnej’ poprawności politycznej.

    Na koniec, trochę przekornie, chciałam dodać, że ukończyłam filozofię i nie jest tak, że „nic innego nie czytam”, więc to też niepotrzebne uogólnienie.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim, którzy stawiają czoło trudnym wymogom pracy wykładowczyni, starając się wspierać studentów i studentki we wszechstronnym rozwoju (jako młodych adeptów dziedziny, ale też jako kształtujące się młode osoby).

    • mzawislawska pisze:

      Bardzo słuszne uwagi. Problem jest po prostu zaniedbany na wielu płaszczyznach. O nieczytaniu było wyłącznie w odniesieniu do autora, a nie o wszystkich filozofach oczywiście. Zrobię edycję.

  2. zr pisze:

    W charakterze asystenta towarzyszę studentom niepełnosprawnym na zajęciach uniwersyteckich. Piszę to z przykrością, ale poziom niewiedzy, bezmyślności, a czasem zwykłej bucerii wśród dydaktyków jest uderzający.

    Ludzie mówią do mnie, zamiast do studenta, pytają mnie przy studencie „Czy ten pan rozumie, co się do niego mówi?”, szczytem było, gdy na egzaminie wstępnym na studia drugiego stopnia kandydatka została wyproszona, a komisja próbowała wypytać mnie w klimacie „czy ta pani jest normalna”.

    Nie wspominam już o nietaktach, które są uciążliwe dla wszystkich, ale dla niepełnosprawnych są koszmarem, takim jak odwoływanie zajęć w ostatniej chwili albo wymyślanie, że dzisiaj nie chce nam się pracować, więc upchniemy studentów na jakiejś konferencji (w innym budynku, niedostosowanym zresztą do potrzeb osób na wózkach).

    Wiem, że Pani blog czyta wielu Pani kolegów dydaktyków, więc pozwolę sobie napisać krótki poradnik. W drugiej osobie liczby pojedynczej, bo tak mi stylistycznie łatwiej – niech Państwo darują. Wszystko na podstawie moich doświadczeń zawodowych.

    1) Nie pytaj asystenta, czy człowiek na wózku rozumie co się do niego mówi, jest w stanie uczestniczyć w zajęciach albo jest sprawny umysłowo – skoro znalazł się na zajęciach, to znaczy że zdał maturę/ ma dyplom licencjata i wszystko z jego intelektem jest w porządku.

    2) Zwracaj się bezpośrednio do osoby z niepełnosprawnością, nawet jeżeli jest niemówiąca i/lub Głucha/głucha. Jeżeli nie jest w stanie mówić, przekaże swoją odpowiedź przez asystenta lub tłumacza języka migowego. Nawet jeśli rozmowa prowadzona jest de facto z asystentem, staraj się utrzymywać kontakt wzrokowy ze studentem.

    3) Osoby niepełnosprawne mają czasem ruchy mimowolne, wydają niekontrolowane dżwięki, śmieją się w sposób, który może wydawać się dziwny. O ile człowiek nie zdradza objawów jakiegoś powazniejszego problemu (np. zachłyśnięcia), to najlepiej to ignorować i nie zawstydzać studenta ciągłymi pytaniami, czy wszystko w porządku. Czasem student musi wyjść, żeby się „wykaszleć” albo załatwić inny kłopot, przejdź nad tym do porządku dziennego.

    4) Zanim obsobaczysz studenta za to, że nie podnosi ręki kiedy chce coś pwoedzieć, zainteresuj się, czy może ruszać rękami.

    5) Staraj się kończyć zajęcia punktualnie. Na UW wiele osób niepełnosprawnych ruchowo korzysta z uniwersyteckiego transportu, który wozi osoby z wielu róznych wydziałów na różne zajęcia – od Kampusu Ochota po akademik na Zamenhofa i budynki przy ul. Dobrej. To trudne przedsięwzięcie logistyczne, a 5 minut spóźnienia jednej osoby powoduje turbulencje dla wielu osób. Abstrahując już od faktu, że bus może odjechać bez delikwenta, skazując go na nie lada problem transportowy.

    6) W związku z powyższym – okaż wyrozumiałość, gdy student niepełnosprawny ruchowo spóźni się lub wyjdzie wcześniej. Zastawiony podjazd lub śnieg zwalony na chodnik w nieodpowiednim miejscu to często kwadrans objeżdżania przeszkody…

    7) Czasem studenci korzystają z dodatkowego czasu na egzaminie, piszą testy na komputerach albo odpowiadają za pośrednictwem tłumacza/ asystenta. Często rodzi to wątliwości „Skąd ja mam wiedzieć, czy to student mówi, czy tłumacz/asystent?”

    Jako asystent mogę wszystkich zapewnić, że – abstrahując już od aspektu etycznego – za 16 zł brutto/h nie będę się uczyć litewskich słówek ani zakuwać historii myśli politycznej. Nie ma mowy. Nie mam w tym interesu, nie chce mi się, a w ogóle to nie wzięłabym odpowiedzialności za czyjś egzamin.
    Nie jestem tłumaczką PJM, ale skądinąd wiem, że tłumaczenie na żywo jest tak angazującym intelektualnie zajęciem, że mało kto byłby w stanie jeszcze kontrolować poprawność odpowiedzi studenta. Nawet, jeśli zna się na danej dziedzinie.

    Swoją drogą – osoby niemówiące są zazwyczaj bardzo wrażliwe na punkcie wiernego przedstawiania ich słów. Nie odważyłabym się nikomu niczego niekonsultowanego dopisać, mogłoby się skończyć wielką awanturą.

    8) Ciekawostka: osoby, które nie słyszą albo słyszą słabo często określają się jako Głuche. To nie megalomania – chodzi o odrębność kulturową grupy ludzi, którzy posługują się Polskim Językiem Migowym, mają swoje reguły savoir-vivre, poezję, teatr, dowcipy.

    9) Nie odpuszczaj osobie niepełnosprawnej na egzaminie. Życzliwość i dobre chęci są super, ale człowiek, który pół nocy się uczył i dostaje piątkę tylko za to, że ma wózek, czuje się często zwyczajnie upokorzony. Oczywiście znam i takich, którzy się cieszą, że zdali małym kosztem. Natomiast więcej osób zgodnie twierdzi, że woli uczciwie nie zdać, niż dostać tróję za bycie „takim biednym”.

    10) Jeśli nie przechodzisz na „ty” z całą grupą, to nie zwracaj się po imieniu do osoby z niepełnosprawnościa. Nie jest dzieckiem, nawet jeśli ruchowo i życiowo potrzebuje jest zależna od osób trzecich.

    Chcę zaznaczyć, że sa to moje przemyślenia, być może sami zainteresowani z czymś by się nie zgodzili albo dodaliby coś innego.

    • mzawislawska pisze:

      Bardzo dziękuję za ten komentarz. Wstrząsające po prostu, do głowy by mi nie przyszło, że ktokolwiek może się w taki sposób zachowywać. Trzeba o tym koniecznie pisać, mówić, docierać do jak największej liczby osób.

      • Muszę przy tym zaznaczyć, że bardzo rzadko spotykałam się z intencjonalnymi afrontami, czy złośliwością (chociaż zdarzało się), najczęściej to brak elementarnego wyobrażenia o życiu osób z niepełnosprawnościami. Ludzie mają dobre chęci, ale zupełnie nie wiedzą co robić. Tymczasem najczęściej wystarczy po prostu zapytać zainteresowanego, czy można mu jakoś pomóc i jak to zrobić. I nie wpadać w popłoch 🙂

  3. Nie wiem, czy mój komentarz się dodał, wklejam jeszcze raz i proszę o usunięcie, jeśli jest powtórka.

    W charakterze asystenta towarzyszę studentom niepełnosprawnym na zajęciach uniwersyteckich. Piszę to z przykrością, ale poziom niewiedzy, bezmyślności, a czasem zwykłej bucerii wśród dydaktyków jest uderzający.

    Ludzie mówią do mnie, zamiast do studenta, pytają mnie przy studencie „Czy ten pan rozumie, co się do niego mówi?”, szczytem było, gdy na egzaminie wstępnym na studia drugiego stopnia kandydatka została wyproszona, a komisja próbowała wypytać mnie w klimacie „czy ta pani jest normalna”.

    Nie wspominam już o nietaktach, które są uciążliwe dla wszystkich, ale dla niepełnosprawnych są koszmarem, takim jak odwoływanie zajęć w ostatniej chwili albo wymyślanie, że dzisiaj nie chce nam się pracować, więc upchniemy studentów na jakiejś konferencji (w innym budynku, niedostosowanym zresztą do potrzeb osób na wózkach).

    Wiem, że Pani blog czyta wielu Pani kolegów dydaktyków, więc pozwolę sobie napisać krótki poradnik. W drugiej osobie liczby pojedynczej, bo tak mi stylistycznie łatwiej – niech Państwo darują. Wszystko na podstawie moich doświadczeń zawodowych.

    1) Nie pytaj asystenta, czy człowiek na wózku rozumie co się do niego mówi, jest w stanie uczestniczyć w zajęciach albo jest sprawny umysłowo – skoro znalazł się na zajęciach, to znaczy że zdał maturę/ ma dyplom licencjata i wszystko z jego intelektem jest w porządku.

    2) Zwracaj się bezpośrednio do osoby z niepełnosprawnością, nawet jeżeli jest niemówiąca i/lub Głucha/głucha. Jeżeli nie jest w stanie mówić, przekaże swoją odpowiedź przez asystenta lub tłumacza języka migowego. Nawet jeśli rozmowa prowadzona jest de facto z asystentem, staraj się utrzymywać kontakt wzrokowy ze studentem.

    3) Osoby niepełnosprawne mają czasem ruchy mimowolne, wydają niekontrolowane dżwięki, śmieją się w sposób, który może wydawać się dziwny. O ile człowiek nie zdradza objawów jakiegoś powazniejszego problemu (np. zachłyśnięcia), to najlepiej to ignorować i nie zawstydzać studenta ciągłymi pytaniami, czy wszystko w porządku. Czasem student musi wyjść, żeby się „wykaszleć” albo załatwić inny kłopot, przejdź nad tym do porządku dziennego.

    4) Zanim obsobaczysz studenta za to, że nie podnosi ręki kiedy chce coś pwoedzieć, zainteresuj się, czy może ruszać rękami.

    5) Staraj się kończyć zajęcia punktualnie. Na UW wiele osób niepełnosprawnych ruchowo korzysta z uniwersyteckiego transportu, który wozi osoby z wielu róznych wydziałów na różne zajęcia – od Kampusu Ochota po akademik na Zamenhofa i budynki przy ul. Dobrej. To trudne przedsięwzięcie logistyczne, a 5 minut spóźnienia jednej osoby powoduje turbulencje dla wielu osób. Abstrahując już od faktu, że bus może odjechać bez delikwenta, skazując go na nie lada problem transportowy.

    6) W związku z powyższym – okaż wyrozumiałość, gdy student niepełnosprawny ruchowo spóźni się lub wyjdzie wcześniej. Zastawiony podjazd lub śnieg zwalony na chodnik w nieodpowiednim miejscu to często kwadrans objeżdżania przeszkody…

    7) Czasem studenci korzystają z dodatkowego czasu na egzaminie, piszą testy na komputerach albo odpowiadają za pośrednictwem tłumacza/ asystenta. Często rodzi to wątliwości „Skąd ja mam wiedzieć, czy to student mówi, czy tłumacz/asystent?”

    Jako asystent mogę wszystkich zapewnić, że – abstrahując już od aspektu etycznego – za 16 zł brutto/h nie będę się uczyć litewskich słówek ani zakuwać historii myśli politycznej. Nie ma mowy. Nie mam w tym interesu, nie chce mi się, a w ogóle to nie wzięłabym odpowiedzialności za czyjś egzamin.
    Nie jestem tłumaczką PJM, ale skądinąd wiem, że tłumaczenie na żywo jest tak angazującym intelektualnie zajęciem, że mało kto byłby w stanie jeszcze kontrolować poprawność odpowiedzi studenta. Nawet, jeśli zna się na danej dziedzinie.

    Swoją drogą – osoby niemówiące są zazwyczaj bardzo wrażliwe na punkcie wiernego przedstawiania ich słów. Nie odważyłabym się nikomu niczego niekonsultowanego dopisać, mogłoby się skończyć wielką awanturą.

    8) Ciekawostka: osoby, które nie słyszą albo słyszą słabo często określają się jako Głuche. To nie megalomania – chodzi o odrębność kulturową grupy ludzi, którzy posługują się Polskim Językiem Migowym, mają swoje reguły savoir-vivre, poezję, teatr, dowcipy.

    9) Nie odpuszczaj osobie niepełnosprawnej na egzaminie. Życzliwość i dobre chęci są super, ale człowiek, który pół nocy się uczył i dostaje piątkę tylko za to, że ma wózek, czuje się często zwyczajnie upokorzony. Oczywiście znam i takich, którzy się cieszą, że zdali małym kosztem. Natomiast więcej osób zgodnie twierdzi, że woli uczciwie nie zdać, niż dostać tróję za bycie „takim biednym”.

    10) Jeśli nie przechodzisz na „ty” z całą grupą, to nie zwracaj się po imieniu do osoby z niepełnosprawnościa. Nie jest dzieckiem, nawet jeśli ruchowo i życiowo potrzebuje jest zależna od osób trzecich.

    Chcę zaznaczyć, że to moje doświadczenia, być może sami zainteresowani z czymś by się nie zgodzili albo dodaliby coś innego.

  4. Aleksander Temkin pisze:

    W jaki sposób można subskrybować blog?

  5. azrael229 pisze:

    Jedna ważna kwestia, obok najbardziej mnie skrajnej niekompetencji autora, nawet w kwestiach filozoficznych do których się odnosi, najbardziej szokuje to, że rzekoma rozmowa z kolegą jest wybiegiem, a tak naprawdę pan profesor napisał paszkwil na konkretnego studenta, którego internauci w ciągu jednego dnia zidentyfikowali z imienia i nazwiska. W języku ludzi kulturalnych nie ma określenia na coś takiego.

  6. Tomasz pisze:

    Jako jednoczesny dydaktyk i asystent osób niepełnosprawnych, z najwyższym ubolewaniem odnoszę się do wywodu prof. Nowaka. Nie dość, że złośliwie (ciekawe, czy na filozofii wykłada się tam teorię „agresji złośliwej” Fromma? ) pastwi się nad studentem, to jeszcze niewłaściwie posługuje się terminologią. Miałem to szczęście, że moi Profesorowie zwykle reprezentowali sobą pewien poziom i do tej pory obserwuję uczciwe traktowanie osób z niepełnosprawnościami na Wydziale HIstorycznym. Gdzie indziej bywa już bardzo różnie.

    Można zrozumieć problemy z konkretnymi jednostkami, czasem zdarzają się problemy z zachowaniem niektórych osób, lecz nie można mówić o regule. Wiele osób dotkniętych chorobami psychicznymi (do których ZA się nie zalicza!) i leczących się, kończy studia a nawet dalsze etapy kariery akademickiej. Przypadki znacznie dezorganizujące zajęcia, czy niewłaściwie leczone powinny być rozpatrywane indywidualnie (brakuje tu odpowiednich procedur). Wreszcie – może trafić się (jak wszędzie) osobnik złośliwy, który dezorganizuje zajęcia ze swawoli, niezależnie od stanu swojego zdrowia w jakiejkolwiek formie. Dodatkowo, wiele osób faktycznie słabo nadaje się na studia, lecz mówię tu o możliwościach intelektualnych niezwiązanych z konkretną niepełnosprawnością, niezależnych od ograniczeń fizycznych. Występują też osoby intelektualnie wybitne, które są dotknięte fizycznymi ograniczeniami. Trzeba je więc traktować uczciwie – czym innym będzie ułatwienie dostania się do budynku czy notowanie, a czym innym rzetelne sprawdzenie wiedzy. Uczciwość nakazuje też pewną etykę – pytam, lecz nie poniżam.

    Prof. Nowak miesza tutaj wiele pojęć – bo osoby niepełnosprawne intelektualnie zestawia wprost z umysłowo chorymi, dodatkowo pomijając całe spektrum możliwych zaburzeń. To zakrawa o dyletanctwo pojęciowe.

    Wstyd mi właściwie za tego profesora, gdyż od wykładowcy oczekuję zupełnie innych zasad etycznych i słownictwa. Ten „wieprzowy” cytat też średni, ale przy tym poziomie irytacji – rozumiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: