Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Dydaktyka » Wielopak humanistyczny

Wielopak humanistyczny

Mexicali_Beer_6_PackNowa minister (lub ministra – jak chcą niektóry) nauki i szkolnictwa wyższego, Lena Kolarska-Bobińska, wymyśliła wprowadzenie pakietu obowiązkowych przedmiotów humanistycznych na studiach technicznych i ścisłych. W ramach ratowania zagrożonej humanistyki. Na swoim blogu Pani Minister pisze, że:

Trzeba na nowo zdefiniować innowacyjność i powiedzieć, że dotyczy także podejścia do nauk humanistycznych i społecznych. I że kształcenie twórczych i kreatywnych obywateli musi opierać się na humanistyce. Społeczeństwa bowiem nie rozwijają się tylko dzięki nowym technologiom. Co więcej, korzystanie np. ze współczesnych narzędzi komunikacyjnych – e-maili, portali społecznościowych – wymaga sprawnego posługiwania się słowem. Trafna replika w 140 znakach to taka sama sztuka i umiejętność, której warto się nauczyć, jak wygłoszenie oratorskiego przemówienia.

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jednak takie umiejętności powinno się wynieść ze szkoły. Kurs filozofii czy historii wprowadzony na biotechnologii albo fizyce wiele studentów nie nauczy. Zwłaszcza absolwentów współczesnych liceów i gimnazjów. Jak to się mówi – ryba psuje się od głowy. Nie można jedną ręką ograniczać godzin z historii w szkole i robić z języka polskiego karykaturalnego kadłubka, a druga ręką wrzucać na studia ścisłe obowiązkowych wielopaków humanistycznych w przekonaniu, że to cokolwiek pomoże. Nie pomoże. Na to już będzie za późno. Za to za jakiś czas będzie można urządzać rankingi najbardziej najbardziej znienawidzonych przedmiotów z owego obligatoryjnego zestawu.

A w ogóle to nihil novi. Chłopaki z polibudy mieli i nadal mają obowiązkowe przedmioty humanistyczne, zwane pieszczotliwie odchamiaczami. Kolega, z którym mam przyjemność tańczyć tango na kursie, odbył np. kurs historii sztuki. Przetrwał i szczęśliwie mu nie zaszkodziło. Na UW też jest obowiązek zaliczenia przedmiotu spoza wydziału. Czasem ma to sens, zazwyczaj jednak jest to zwykła strata czasu – i dla studentów, i dla prowadzących. Pamiętam doskonale, jak na nasze konwersatorium semantyczne przybyła spora grupa studentów z geologii. Nie mam pojęcia, czemu wybrali akurat ten przedmiot. Może im pasował termin, może nie było miejsc gdzie indziej. W każdym razie była to zgroza. Biedni geolodzy wyraźnie męczyli się jak potępieńcy, kiwali się sennie na krzesłach, słuchając hermetycznych i dla nich na pewno śmiertelnie nudnych rozważań językoznawców. Jeden z tych nieszczęsnych geologów w końcu się poddał i po prostu zasnął. Czy to byli głupi ludzie? Ależ skąd – po prostu ich to kompletnie nie interesowało. Co więcej – wcale nie musiało ich interesować.

Poza tym musi istnieć jakaś sprawiedliwość oraz powinna być zachowana równowaga w przyrodzie. Jeśli ma być wprowadzony wielopak humanistyczny na ścisłych, to może na humanistycznych dajmy pakiecik przedmiotów ścisłych? W końcu to matematyka, a nie filozofia, jest królową nauk. Już widzę przeszczęśliwych filozofów, historyków czy polonistów na obowiązkowym kusie fizyki kwantowej czy biofizyki. Może lepiej dajmy ludziom możliwość wyboru. Moim zdaniem na tym powinny polegać studia – na ŚWIADOMYM WYBORZE. Jeśli student politechniki miałby ochotę na zajęcia z romantyzmu albo etyki – proszę bardzo, niech ma taką możliwość. Ale nie obowiązek. Ponieważ ze szkoły wyższej zrobi nam się tylko szkółka maluteńka. Przywróćmy możliwość bezpłatnego studiowania na drugim kierunku (ta zmiana głównie uderzyła w kierunki mniej „pragmatyczne”, ale dodamy – nie tylko humanistyczne). Zrezygnujmy z idiotycznego parytetu, który wysokość dotacji uzależnia od liczby studentów na wydziale i przestańmy wreszcie promować fabryki dyplomów. I nie liczmy na to, że studenci na kierunkach ścisłych, uradowani niebotycznie dodatkowymi przedmiotami obowiązkowymi, nagle pokochają humanistykę miłością pierwszą. Nikogo nie należy uszczęśliwiać na siłę, to nie tedy droga.

****************************************************************************************

PS. Tak, wiem, Rada Języka Polskiego zamiast wyrazu wielopak rekomenduje zgrzewkę, ale jak by brzmiała fraza: zgrzewka humanistyczna???

Reklamy

5 komentarzy

  1. Ale już obowiązkowy kurs (chociaż roczny) kultury języka polskiego dla każdego absolwenta wyższej uczelni…

  2. Maciej pisze:

    W ‚moich czasach’, ludzie z Elektroniki (Polibuda Gdańska) mieli zajęcia z niejakim Gudlem, którego zadaniem było prowadzenie przedmiotu ‚Nauka o Muzyce’. A prowadził je analogicznie do zajęć ze szkoły muzycznej. Anegdotki o kompozytorach, fachowe słownictwo na temat budowy utworu (fraza, kontapunkt, kwinty równoległe itp). I powiem wam – zawsze było u niego sporo ludzi, nie tylko akustyków (również ja, z budownictwa).
    Ale z zajęć z socjologii pamętam jedynie zwrot ‚choroba alkoholowa’, z Historii Polski Najnowszej: ‚Piłsudski ustawił oficerów rzędem i ich zbeształ’, a z filozofii, ‚czy lepiej dostać sto dolarów czy sto batów?’ (wykładowca był przeciwnikiem solidarnościowego podejścia do życia). Niestety, humanizm na technicznych studiach to pomyłka. Ten humanizm siłą pompowany. A wy, humaniści, którzy przysłuchujecie się inżynierom… lepiej udajcie się na biotechnologię, gdzie język nie ma na celu wyjaśniać, tylko mnożyć byty (Ockamowska brzytwa stoi w kącie i rdzewieje od łez).
    Do humanistów, w tym do ministry, mam jedyne życzenie: Nauczcie ludzi czytać i pozwólcie im na to. Niech pożerają książki, choćby głupie. Niech się żywią literami. Wtedy tzw. ‚każdy’ pozywi się tym, co mu zasmakuje.
    Ale podsuwajcie Wańkowicza, a ‚Nad Niemnem’ wynieście na strych. Te same okolice – a jaka różnica w przekazie 😉

  3. Piotr Stec pisze:

    Pomysł ze „zgrzewką odchamiającą” wbrew pozorom nie taki zły. Amerykańskie uczelnie często wymagają od studenta, żeby zaliczył zestaw przedmiotów dających mu wykształcenie ogólne. Dotyczy to nie tylko humanistyki ale zaliczenia także choćby jednego przedmiotu z nauk ścisłych (np. Calculus I – podstawy rachunku różniczkowego). Taka fanaberia. Swoją drogą, w dobie digital humanities może zajęcia z programowania dla filozofów czy prawników nie byłyby takim złym pomysłem? Uczą precyzji formułowania zdań, podobnie jak dowody matematyczne. Gdyby jeszcze wpleść w to „great books curriculum” świat by wypiękniał. Obawiam się, że próby wprowadzenia „zgrzewki odchamiającej” będą u nas miały wymiar szekspirowski: „dziwne, o ile zamiar przewyższa wykonanie.”
    Post scriptum – popatrzyłem na tytuł Pani bloga i pomyślałem, że Rzymianie byli zbytnimi optymistami.

    • mzawislawska pisze:

      Ma Pan rację – uczenie humanistów podstaw programowania czy logiki to byłby genialny pomysł. Kiedyś na polonistyce były ćwiczenia z logiki, sama takie zajęcia miałam i były świetne. Ja popieram interdyscyplinarność, ale nie w wydaniu „pakietów ministerialnych”. To powinien być przemyślany program, który rzeczywiście coś da studentom.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: