Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Językoznawstwo » Kwestia smaku, czyli czy język zaczął się od metafory synestezyjnej?

Kwestia smaku, czyli czy język zaczął się od metafory synestezyjnej?

Strawberry Ice Cream ConeW tradycyjnym, retorycznym ujęciu metafora jest zjawiskiem dość marginalnym w języku. Służy jedynie jako ozdobnik tekstu poetyckiego i możemy ją zawsze sparafrazować w za pomocą języka dosłownego. Poza tym metafora jest dewiacją – narusza system języka. Co ciekawe, te tezy wcale nie są do końca zgodne z założeniami Arystotelesa, który pierwszy definiował metaforę (i stworzył sam termin). W Retoryce Arystoteles zaznacza, że metafora, umożliwiając nam nowy wgląd, nowe spojrzenie na rzecz, pozwala również poszerzać nasze poznanie: „Poznaniu [nowych rzeczy] sprzyja natomiast przede wszystkim przenośnia. Jeśli bowiem poeta nazwie starość „badylem” uczy nas i poszerza naszą wiedzę za pomocą ogólnego pojęcia „uwiądu”, które jest wspólne obydwu tym rzeczom” (Arystoteles, Retoryka 1410b-1411a). Arystoteles, pisząc o zaletach stylu, podkreśla również, że w prozie można z powodzeniem korzystać z przenośni, ponieważ „wszyscy mówimy przecież używając przenoście imion właściwych i pospolitych” (Arystoteles, Retoryka 1404b-1405a). Co oznacza, że widział on w metaforze znacznie więcej niż jedynie figurę retoryczną.

Zwykle badacze uważają język przenośny za wtórny wobec języka dosłownego. Niestety, nie bardzo wiadomo, jak te dwa języki odróżnić i na czym miałaby polegać dosłowność, skoro sam język jako taki jest symboliczny i nie ma naturalnego związku między znakiem językowym a jego desygnatem. Związek ten jest (według językoznawstwa strukturalistycznego) czysto konwencjonalny i umowny. Zatem skąd wiadomo, że np. taka koszulka jest użyta dosłownie w odniesieniu do fragmentu odzieży, a przenośnie – w odniesieniu do plastikowej okładki na dokumenty? Może ważna jest kolejność powstawania znaczeń? Ale znów – mamy takie przykłady, w których ta zasada nie zadziała. Na przykład mamy dwa czasowniki widzieć i wiedzieć. Oba wywodzą się z praindouropejskiego pnia *ueid-. Większość badaczy zakłada, że pierwotne znaczenie było percepcyjne, zaś mentalne (metaforyczne) wykształciło się później. Ale skąd to wiadomo? Praindoeuropejski jest jedynie naukowym konstruktem. Nie istnieją żadne zapisy tego hipotetycznego języka. We wszystkich współczesnych językach można  zaobserwować, że czasowniki oznaczające widzenie mają również znaczenia mentalne. Jeśli sięgniemy nawet bardzo daleko w przeszłość, przekonany się, że nasi przodkowie również używali tego samego wyrazu, aby opisać postrzeganie wzrokowe i akt mentalny. Wystarczy spojrzeć na przykłady ze słownika Samuela Lindego:

Faryzeuszowi rozumieli o sobie, ze wszystkie rozumy na swiecie pojedli, i mieli byc za najuczenszych widziani. Dambr. 453, (SL)
Gdy mi kazesz, abym ci odpowiedział, tak to podług mego widzenia powiem. Gór. Dw. 364, (SL)
Upornie stoi przy widzeniu swoim. W. Pft. W. 378, (SL) (za: Knapik 2011).

Czy zatem możemy odróżnić język przenośny i język dosłowny ze względu na to, co nazywają? Jeśli doświadczenie fizyczne – to znaczenie dosłowne, jeśli abstrakt – to przenośne. Ale znów pojawia się problem, który polega na tym, że mamy ewidentne metafory, które stawiają na głowie ten porządek. Na przykład – Ten człowiek to kompletne zero. Jako żywo zero w swym znaczeniu pierwotnym jest bardziej abstrakcyjne niż  «człowiek nieprzedstawiający sobą żadnej wartości, niemający żadnych umiejętności, żadnej wiedzy w jakiejś dziedzinie» (jak to zgrabnie ujmuje Uniwersalny słownik języka polskiego). Ponadto mamy przykłady domen doświadczalnych jak najbardziej fizycznych, które są opisywane wyłącznie za pomocą metafor. Przykładem mogą być doznania zapachowe. Irmina Judycka zauważyła w swoim tekście , że w polu leksykalnym zapachu nie ma ani jednego wyrazu, który nie byłby pierwotnie metaforą.

Nie wszyscy badacze uważają, że najpierw był sobie prosty, oczywisty i systemowy język dosłowny, a potem dopiero pojawił się trudniejszy, bardziej wyrafinowany i w dodatku perwersyjny język przenośny. Haskell na przykład sądzi, że było odwrotnie. W myśl jego hipotezy NFS (neurofunctional shif) przejście od kultury oralnej do kultury pisma w zasadniczy sposób wpłynęło na organizację ludzkiego mózgu, a także na metaforę. Autor referuje analizę Iliady i Odysei Homera według M. Parry’ego, który zauważył, że większość metafor w tych tekstach powtarza się tak często, że należy je uznać za pewnego rodzaju cliché, tradycyjne metafory, tak jakby zostały przejęte z codziennego języka. Według Haskella język kultury oralnej był prymarnie metaforyczny i figuratywny, a metafory stały się kliszowe wtórnie, w wyniku ich częstego użycia.

Dwóch badaczy: V.S. Ramachandran oraz E.M. Hubbard zajęło się dość interesującym zjawiskiem synestezji. Według nich u postaw synestezji oraz zjawiska metafory znajduje się ten sam biologiczny mechanizm. Autorzy ci uważają też, że metaforyzacja nie jest zjawiskiem arbitralnym i przypadkowym, ponieważ dla wielu przenośni podstawową domeną źródłową jest ludzkie ciało albo doznania percepcyjne. Badacze zauważyli, że np. metafory synestezyjne w wielu językach łączą typowo domeny słuchu i wzroku (np. jasny dźwięk), co odzwierciedla najczęściej występującą synestezję psychologiczną – kolorowe słyszenie. Czy zatem wszyscy jesteśmy synestetykami? V.S. Ramachandran, E.M. Hubbard stawiają jeszcze bardziej radykalną tezę. Według nich synestezja pozwala wyjaśnić powstanie i ewolucję języka, bez konieczności odwoływania się do hipotetycznej gramatyki uniwersalnej, która według Chomskiego jest dla człowieka cechą wrodzoną. Badacze przywołują eksperyment przeprowadzony przez Wolfganga Köhlera w 1929 r. Pokazywał on uczestnikom następujący obrazek:

500px-Booba-Kiki.svga następnie pytał ich, do którego kształtu pasuje wyraz bouba, a do którego kiki. Niemalże wszyscy badani (95%) uznawali, że bouba to nazwa figury o zaokrąglonych kształtach, zaś kiki to nazwa figury o ostrych krawędziach. Jak widać, uczestnicy eksperymentu decyzję podejmowali na podstawie brzmienia słowa i kształtu figury – w wyrazie bouba występują samogłoski tylne i zaokrąglone (wystarczy zwrócić uwagę na kształt ust podczas artykulacji), a w wyrazie kiki  – przednie i spłaszczone. Można zatem założyć, że ludzie posiadają wrodzoną zdolność do kojarzenia pewnych dźwięków z określonymi kształtami. Ramachandran i Hubbard zauważyli ponadto korelację między ruchami warg a właściwościami zjawiska lub obiektu, do których nazwa się odnosi, co prowadzi do powstania uniwersalizmu dźwiękowego w wielu językach. Na przykład artykulacji wyrazów little czy petit (‚mały’) towarzyszy stulenie warg, podczas gdy słowa enormous lub grand (‚wielki, olbrzymi’) – wymagają szerszego otwarcia jamy ustnej. Badacze uważają także, że metafora jest ściśle związana z architekturą naszego mózgu. Zaobserwowali oni, że w wielu językach wyrażenia odnoszące się do smaku i zapachu oznaczają też zachowania niemoralne. W języku angielskim jest to wyraz disgusting ‚odrażający’, we francuskim –  dégoûtant(e) „źle smakuje”, w polskim – niesmaczny «wzbudzający niesmak, sprawiający przykre wrażenie, rażący kogoś; trywialny, prostacki». Okazuje się, że ośrodki odpowiedzialne za analizę bodźców smakowych i zapachowych znajdują się w płatach czołowych mózgu. U człowieka zaś płaty czołowe odpowiadają również za  wyższe funkcje poznawcze: moralność, umiejętność nawiązywania kontaktów i integracji społecznej. Zatem nie jest to przypadek, że nie mówimy o czymś podejrzanym moralnie, że jest szorstkie czy brązowe, ale mówimy, że śmierdzi.

Teza Ramachandrana i Hubbarda jest bardzo śmiała i trudna do udowodnienia, choć (przynajmniej dla mnie) bardzo pociągająca. W moim przekonaniu to, co nazywamy współcześnie metaforą, istnieje od zawsze. Nie było żadnej ewolucji od dosłowności do przenośni. Mechanizm łączenia pozornie odległych zjawisk i idei jest po prostu wbudowany w nasz mózg. Dlatego też nie istnieje żadne język naturalny, w którym nie byłoby metafory.

Literatura

  • R. E. Haskell, Cognitive Science and the Origin of Lexical Metaphor: A Neurofunctional Shift (NFS) Hypothesis, “Theoria et Historia Scientarium”, vol. VI, N0 1, 2002.
  • I. Judycka,  Synestezja w rozwoju znaczeniowym wyrazów, „Prace Filologiczne”, t. XVIII, 1963.
  • K. Knapik, Polskie jednostki leksykalne z prasłowianskim rdzeniem *vˇed-, Kwartalnik Jezykoznawczy 2011/3 (7)
  • V.S. Ramachandran, E.M. Hubbard, Synaesthesia — A Window into Perception,Thought and Language, „Journal of Consciousness Studies”, 8, 12 (2001),
Reklamy

4 Komentarze

  1. Wojtek S. pisze:

    Ja także często zastanawiam się nad słowami. Ale czy synestezja jest w stanie wyjaśnić powstanie slangowego słowa: „kminić”? Oraz pochodnych: „rozkminić”, „rozkminka” itp. Słownik Języka Polskiego podaje definicję, potocznie: rozpoznawać strukturę danego zjawiska, odgadywać sposób działania danego mechanizmu (we wszystkich dziedzinach), rozumieć dane zagadnienie.
    Słowo to zdaje się pochodzić od kminku (przyprawy). Czy zatem procesy myślowe mają „aromatyczny zapach i lekko piekący, korzenny smak”? 😉

    • mzawislawska pisze:

      Obawiam się, że kminku to tam nie ma 🙂 do języka potocznego to weszło z gwary złodziejskiej – kmina oznacza właśnie ten żargon. Jest też „kminić” w gwarze śląskiej – tam oznacza to ‚kłamać, oszukiwać’. Być może jest to w ogóle pożyczka z czeskiego.

  2. Jambur pisze:

    Mówimy metaforami jak pan Jourdain prozą, to jasne. Za to eksperyment z „boubą” i „kiki” przypomniał mi rosyjskich fonosemantyków – jak zwykle za Bugiem za darmo do przeczytania w internetach:
    http://www.docme.ru/doc/122530/zhuravlev-a.p.-zvuk-i-smysl
    🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: