Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Językoznawstwo » Gęsi język

Gęsi język

A feral Domestic Goose (Embden Goose) in Tasma...

Parę dni temu przeglądałam Internet, żeby znaleźć dla studentów dobre przykłady bardzo niedobrych błędów składniowych. Kiedy studiowałam na Wydziale Polonistyki i miałam zajęcia z kultury języka, prowadząca kazała nam wyszukiwać w prasie teksty z różnymi typami błędów. Wtedy nie było to wcale takie proste. Gazety miały wówczas doświadczonych korektorów i dziennikarze też jakoś dużo lepiej pisali. Na szczęście zawsze można było liczyć na dział sportowy, więc większość przykładów pochodziła zazwyczaj właśnie stamtąd. Teraz na każdej stronie internetowej roi się od błędów. To, że na formach jest sporo wpadek językowych, wcale mnie nie dziwi. Język forów jest w sumie taki trochę quasi-mówiony, ludzie piszą szybko, emocjonalnie, nie mają często potem możliwości edycji. Zaskoczyło jednak mnie, że nawet wielkie portale nie robią korekty zamieszczanych tekstów. A autorzy nawet nie zadają sobie trudu sczytania literówek. Trafiłam między innymi na stronę zajmującą się doradztwem zawodowym. Jest tam sporo porad dotyczących tego, jak napisać dobre CV i list motywacyjny, jak być kreatywnym, zarządzać czasem, tworzyć mapy myśli, itp. Ku mojemu zaskoczeniu niemal każdy tekst w tym portalu roił się od błędów. Czasami błędów kompromitujących.

Najbardziej rozbawił mnie poradnik pisania CV, w którym przeczytałam, co następuje: Unikaj błędów i zadbaj o przekaz merytoryczny! Błędy bardzo odstraszają, a przecież CV ma pokazywać Ciebie z pozytywnej strony. Rażąca niepoprawność może już na samym początku przekreślić Twoją osobę. Od razu widać, że autor nie wie, jak używać form zaimków – tutaj akurat powinna się pojawić forma skrócona. Niedobre stylistycznie jest także wyrażenie pokazywać z pozytywnej strony, ja wolałabym napisałaś, że w CV należy pokazać się pracodawcy z najlepszej strony. Nie użyłabym także wyrażenia przekreślić Twoją osobę. Mam wrażenie, że autorowi skontaminowały się dwa różne wyrazy: przekreślić coś «uznać (uznawać) coś za niebyłe, nieważne, uznać (uznawać) kogoś za osobę bez znaczenia, puścić (puszczać) kogoś, coś w niepamięć, zapomnieć (zapominać) o kimś, o czymś» oraz skreślić «przestać z kimś utrzymywać kontakty, radykalnie zmienić swój stosunek do kogoś na jego niekorzyść». Ponieważ żadna z tych opcji w tym kontekście nie pasuje, ja wybrałabym raczej czasownik zniechęcić kogoś do siebie albo zrazić do siebie kogoś czymś.

Na stronie głównej tegoż portalu znajduje się tekst, który mnie autentycznie przeraził. Już sam tytuł źle wróży: Nie zakopuj tego do ziemi. Po polsku akurat zakopuje się w ziemi, a nie – do ziemi. Potem jest jeszcze ciekawiej: Zostałem niedawno poproszony żeby dać wykład motywacyjny. Zawsze po takich wykładach chce, by ludzie zostali z jakąś myślą w głowie. Z racji Hallowen i „grobowej atmosfery” nachodzi mnie tylko tyle, by swoich marzeń nie chowali do grobu i by nigdy nie pozwolili by duchy tych marzeń i celów nie ścigały ich w przyszłości. Autor wyraźnie nie lubi przecinków i tępi ich nadmiar, do znaków diakrytycznych też specjalnej sympatii nie czuje. W ogóle jest oszczędny w słowach (chyba nachodzi go myśl, ale nie jestem do końca pewna) i bardzo romantyczny (duchy marzeń i celów). Nie za bardzo jednak rozumiem ten przekaz. Czy chodzi o to, żeby jednak te duchy mnie ścigały? Bo tak użyta negacja właśnie to sugeruje (nigdy nie pozwolić, żeby nie ścigały).

Z kolei w innym tekście znalazłam taką oto złotą myśl: Zapominamy często o najważniejszym życiowym celu, który jak osiągniesz to pozostałe wydają się być przysłowiową bułką z masłem. Tutaj widać, jak ważna jest interpunkcja. Fraza jak osiągniesz to pozostałe na pierwszy rzut oka mówi o osiąganiu tego, co nam pozostało. Autorowi zaś chodziło o pozostałe cele. Samo postawienie przecinka wiele tutaj nie pomoże. Trzeba by zmienić całą konstrukcję, żeby to zdanie miało choć odrobinę sensu. Razi też przysłowiowa bułka z masłem. Szanowny autorze, wiem, że to frazeologizm, nie traktuj mnie jak idiotki.

Oto kolejny fragmencik, który jest kopalnią błędów wszelakich: Zawsze kiedy prowadzę szkolenia handlowe przypomina mi się ta historia. Pokazuje ona jak samo nastawienie na dany temat, same myśli o czymś mogą powodować nasz efekt bądź jego brak. Czy tak jest na prawdę? Czy samo nastawienie na dany temat może sprawić że będę miał efekty? Oczywiście, że nie. Trzeba tutaj Ciebie, Twojego zaangażowania, podjęcia decyzji i najważniejsze działania. Naprawdę! Naprawdę! Naprawdę! RAZEM, nie osobno, do jasnej anielki! W tym tekście również widać przecinkofobię autora. Nastawienie można mieć, a jakże, ale do kogoś, czegoś, wobec kogoś, czegoś, w stosunku do kogoś, czegoś, nie zaś – na coś! Coś może dawać albo przynosić efekty, a nie je powodować. Nie wiem też, czemu autor pisze o naszych efektach, zakładam, że chodziło mu o zamierzone efekty. Nie warto też przesadzać z elipsami – warto by chyba dodać: i, co najważniejsze, działania lub i tego, co najważniejsze, działania.

To nie jest język  polski. To jakaś hybryda, jakiś dziwny Ponglish w stylu tłumaczeń z Google’a. Mikołaj Rej, który pisał: A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają, teraz się chyba w grobie przewraca! Dociekliwy czytelnik mógłby się spytać, o co mi właściwie chodzi? Przecież autorzy nie są polonistami. Tak, nie są. Od razu to widać. Problem polega na tym, że tę podstawową wiedzę o języku zdobywa się na poziomie szkolnym, nie na studiach. To tak, jakbym powiedziała, że nie umiem dodawać, bo nie studiowałam na Wydziale Matematyki. Ja wiem, że jest teraz taka moda, żeby bełkotać, a nie mówić. Zdaję sobie sprawę, że media nie dają dobrego przykładu i dostarczają każdego dnia żeru dla redaktorów strony na Facebooku, pt. Cała Polska czyta dziennikarzom. Kiedy jednak znajduję takie koszmarne teksty, podpisane w dodatku przez osoby, które są trenerami osobistymi lub tzw. coachami (koszmarna pożyczka swoją drogą), to jestem przerażona. Jeśli ktoś pracuje z ludźmi, to powinien mówić i pisać w taki sposób, żeby go zrozumiano. Nonszalancki stosunek do norm obowiązujących we własnym języku, brak podstawowej wiedzy o ortografii i interpunkcji, nieumiejętność sformułowania prostego zdania w tekście użytkowym nie świadczą wcale o fantazji i kreatywności autora. Świadczą o funkcjonalnym analfabetyzmie. Sokrates powiedział, że jeżeli język nie jest poprawny, to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć. Jeżeli to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć, nie zostanie zrobione to, co być powinno.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Drakaina pisze:

    W kwestii zaimków mnie do szału doprowadza nadużywanie wielkich liter: po co to Ciebie, Tobie w poradniku czy tekście prasowym? Efekt jest taki, że w mailach itp. studentów widzę Mnie, Moje itd.

  2. k. pisze:

    A my, opuszczający mury Wydziału Polonistyki z garścią przecinków, diakrytów, ze spójnikami zespolonymi i łączną pisownią ‚nie’ z imiesłowami, nawet nie mamy gdzie tych garści opróżniać, bo ot – nikt nas już nie potrzebuje. I tylko „nie tylko…, lecz także” śni się po nocach na bezrobociu. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: