Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Dydaktyka » Machiny zmęczeniowe, czyli dobijające drobiazgi

Machiny zmęczeniowe, czyli dobijające drobiazgi

Reklamy

na blogaMaszyny zmęczeniowe służą do badań wytrzymałości na zmęczenie próbek materiału. Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że jestem taką próbką, a moją wytrzymałość sprawdzają różne przybory i urządzenia, które są mi niezbędne do pracy, a z którymi zwykle muszę się zmagać podczas prowadzenia zajęć. Dziś znów sprzęt siadł nagle i bez ostrzeżenia: najpierw nie wiadomo czemu projektor nie chciał wyświetlać obrazu, potem znienacka go wyświetlił, ale w tym samym momencie zawiesił się Power Point i na ekranie zamiast pięknego pokazu slajdów pojawiło się to irytujące okno z informacją, że program nie odpowiada. Okno wyświetliło też głupie pytanie, czy chcę go zamknąć, czy może wolę poczekać. Stłumiłam w sobie morderczą chęć wywalenia złomu przez okno i zrestartowałam drania. W tym czasie studenci oczekujący na wykład patrzyli na moje wysiłki z wyraźnym politowaniem. Pomyślałam sobie, że w mojej pracy chyba właśnie takie chwile najbardziej wytrącają mnie z równowagi.

Nawet takie proste narzędzia, jak tablica i kreda mogą być problemem. Nasi koledzy literaturoznawcy z reguły nie używają tablic podczas zajęć i nie bardzo rozumieją sens ich umieszczania w salach wykładowych. Zatem najgorszym nieszczęściem dla językoznawcy był (i nadal jest) przydział na zajęcia w sali przypisanej do Instytutu Literatury. Prowadziłam przez rok ćwiczenia z fleksji w sali, gdzie tablica owszem – nawet była. Umieszczona jednak sprytnie za plecami studentów, zatem kompletnie bezużyteczna. Za to miałam wysoką katedrę, z której widziałam jedynie czubki głów siedzących gdzieś u moich stóp studentów. Kiedyś jedna z koleżanek miała wykład w sali w ogóle pozbawionej tablicy, a kiedy się na to poskarżyła, dostarczono jej na kolejne zajęcia miniaturową tablicę na stelażu, jaką bawią się w szkołę małe dzieci. Równie źle bywa też z kredą. Co i rusz podczas moich zajęć wpada do sali kolega z rozwianych włosem w poszukiwaniu straconego kawałka kredy. Mam czasem wrażenie, że tę kredę to chyba ktoś zjada, bo znika w strasznym tempie. W pewnym momencie byłam już tym tak zdenerwowana, że kupiłam sobie całe pudełko tej bezcennej substancji i nosiłam cały czas przy sobie. Koleżanka to miała nawet taką wypasioną oprawkę na kredę, dzięki czemu nie pokrywał jej ten paskudy pył i nie pękała skóra na palcach. Muszę przyznać, że strasznie jej tej oprawki zazdrościłam, ale nigdzie nie mogłam takiej znaleźć. Do dziś zresztą szukam i nic.

Teraz jest jeszcze gorzej, bo pojawiły się projektory, semafory, komputery, bajery, slajdy i cuda na kiju. Oczywiście zawsze jest tak, że technika złośliwie zawodzi w najbardziej niefortunnych momentach. Pięknie działający podczas prób pilot do prezentacji nagle wariuje i zaczyna przewijać slajdy do przodu z szybkością światła. Lampa projektora nagle wysiada i cały pokaz nabiera pięknego koloru trupiej zieleni. Coś się takiego dzieje z rozdzielczością, że na ekranie obcina spory kawał slajdów i można sobie klikać ustawienia do uśmiechniętej śmierci – ma być obcięte i koniec. Komputer nie czyta twojego pliku, bo albo jest z epoki kredy i nie otwiera nic nowszego niż PowerPoint z roku 1997, albo czyta, ale złośliwie zżera ci całą, pieczołowicie przygotowaną animację, w związku z czym prezentacja traci cały suspens, a ty gubisz wątek. Albo chcesz pokazać projekt, przy którym pracowałaś, a co wymaga odpalenia Internetu, a tu nagle okazuje się, że ktoś gmerał w ustawieniach i nie łączy z siecią. Koleżanka w pocie czoła próbuje to zmienić, a ty wygłaszasz Wielką Improwizację, mając nadzieje, że zdąży naprawić paskudztwo przed zakończeniem spotkania.

Mam wrażenie, że ustaliły się już pewne stałe i nienaruszalne prawa związane z wykorzystaniem urządzeń podczas wykładu czy referatu. Im bardziej ci zależy na wystąpieniu, tym większe jest prawdopodobieństwo, że technika spłata ci niezbyt sympatycznego figla i to zawsze w najgorszym momencie. Jeśli zaś wszystko działa idealnie, komputer chodzi jak burza, projektor wyświetla ostro jak brzytwa – to może to oznaczać tylko jedno z dwóch: a) pomyliłeś sale, b) nikt się na tym wystąpieniu nie pojawi.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. mfalkowska pisze:

    Piękne!!! Podpisuję się rękami i nogami. Coś takiego mam w tym roku na fleksji: w jednym tygodniu nie mogłam połączyć się z analizatorem „Morfeusz” przez Internet (studenci litościwie podpowiedzieli, co powinnam zrobić, żeby zadziałało…), w następnym tygodniu nie chciała się odpalić płyta ze „Słownikiem gramatycznym” (musiałam biec do czytelni po pierwsze wydanie „Słownika”), a ostatnio dostałam uszkodzony kabel do rzutnika i prezentacja wyświetlała się na niebiesko, przez co była kompletnie nieczytelna. Więc znowu trzeba było biec na dół, zamienić kable, włączyć na nowo i znosić wiele mówiący wzrok studentów, którzy tych machinacji mają dość…

  2. sqro pisze:

    To klasyczna złośliwość rzeczy martwych. Na pocieszenie powiem pani w tajemnicy, że mimo iż jestem 100% informatykiem (i to takim inzynierem – a nie uniwersyteckim teoretykiem) to w trakcie obrony doktoratu laptop w pewnym momencie też mi odmówił posłuszeństwa bo bateria zdechła a wtyczka zbyt luźno osadzona w gniazdku nie dawała zasilania. Na szczęście kolega szybko wspomógł, bo ja w tym momencie byłem bliski ataku paniki.

    • mzawislawska pisze:

      No to już faktycznie wyjątkowa złośliwość rzeczy martwych. Najdziwniejsze, że już po wystąpieniu nawet najgorsze usterki ulegają cudownej samonaprawie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: