Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Dydaktyka » Piekło ankiet

Piekło ankiet

English: Painting by Hieronymous Bosch of Hell.

Piekło, Hieronim Bosh

Właśnie skończyłam opracowywać kolejną ankietę, tym razem dotyczącą sprawozdania z efektów kształcenia. Najpierw ministerstwo zażądało od nas podawania tychże efektów kształcenia w każdym sylabusie, jednak najwyraźniej było im jeszcze mało. Teraz musimy się przyznać, czy owe pożądane efekty osiągnęliśmy, czy nie. Czyli np. wpisałam do sylabusa, że student „ma pogłębioną świadomość poziomu swojej wiedzy i umiejętności, rozumie potrzebę ciągłego rozwoju osobistego i zawodowego”. Nie, nie wymyśliłam tego sama, brak mi takich umiejętności posługiwania się euronowomową, to jest autentyczny fragment z „Wzorcowych efektów kształcenia”, opracowanych przez ministerstwo dla różnych dziedzin. Zatem mam taki wzorcowy efekt kształcenia w sylabusie i chcę sprawdzić, czy udało mi się go osiągnąć.  Jak jednak mam zweryfikować pogłębioną świadomość studenta? Może zrobić teścik, kazać delikwentowi zgadnąć, co dostanie, a potem porównać jego odpowiedź z ostateczną oceną. Jeśli się pokrywają – znaczy się ma świadomość, jeśli nie – nie ma. Czyli najwyraźniej jako prowadząca bardzo kiepsko pogłębiałam. Nie mam natomiast zupełnie pomysłu, jak sprawdzić to, czy student rozumie potrzebę ciągłego rozwoju. Śledzić jego karierę zawodową do końca mego żywota i sprawdzać, czy się dokształca na różnych podyplomach i kursach?

Teraz żyjemy w Nowej Erze Ankiet. Ankietowani jesteśmy na tysiące sposobów.  Pokoje zasypują nam stosy ankiet, brodzimy w nich, szukając materiałów na ćwiczenia, pani sekretarce wypada dysk, kiedy je wiezie do PEJK-u, żeby je zeskanowali, pracownicy i doktoranci siedzą po nocach, opracowując inne ankiety, których się nie da podliczyć elektronicznie. Oczywiście to wspaniale, że student może się wypowiedzieć w sprawie zajęć. Zastanawiam się tylko, co z tego właściwie wynika dla nas prowadzących i dla słuchaczy. W przypadku naprawdę fatalnych kursów studenci nie bawią się teraz w żadne ankiety, tylko idą do dziekana i robią awanturę. Jeśli zaś chodzi o zajęcia dobre i bardzo dobre, to i tak w ankietach wychodzą zwykle jako dość średnie. A wynika to z trzech powodów.

Pierwszy problem to opracowanie sensownej ankiety. Jest to naprawdę duża sztuka. Szczerze mówiąc, jest to tak duża sztuka, że jeszcze nigdy sensownej ankiety nie widziałam.

Druga kwestia to statystyka. Wyniki ankiet to przecież średnia wszystkich odpowiedzi.  A jak mawiał George Bernard Shaw, „Jeśli mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś nie biję jej nigdy, to w świetle statystyki obaj bijemy je co drugi dzień”.  Zatem jednemu słuchaczowi zajęcia podobały się wręcz szalenie, drugiemu zaś – w ogóle, co w sumie daje prowadzącemu informację, że jego zajęcia były takie sobie. Czy nauczyciel powinien w związku z tym coś zmieniać? Przecież, jak mówi przysłowie, jeszcze się taki nie urodził, kto by każdemu dogodził i zawsze znajdzie się osoba, której dany kurs z różnych względów nie będzie pasować, więc oceni go bardzo nisko.

Trzecia kwestia wreszcie to uczciwość ankietowanych. Na przykład były kiedyś ankietowane moje własne zajęcia w grupie, w której jedna osoba albo mnie bardzo nie lubiła, albo chciała wypełnić ankietę po linii najmniejszego oporu, albo jedno i drugie, ponieważ zakreśliła wszystkie najgorsze oceny i przedziały. Wyszło dość zabawnie, bo dowiedziałam, że nigdy nie zaczynałam i nie kończyłam zajęć punktualnie, byłam wyjątkowo nieuprzejma dla studentów, nigdy nie byłam przygotowana, co więcej – nigdy się na owych zajęciach nie pojawiłam. Z ankiety wynikło również, że sam ankietowany na tych zajęciach również nie był ani razu. Grunt to konsekwencja.

W mim przekonaniu takie ankiety zajęć i efektów kształcenia nie mają najmniejszego sensu. Ich przeprowadzanie i opracowanie zajmuje nam tylko cenny czas, który moglibyśmy spożytkować znacznie lepiej. Zatem wysyłam teraz dziekanowi opracowaną ankietę z efektów kształcenia z poczuciem, że wykonałam kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty.

Reklamy

2 Komentarze

  1. (Wpis przypomina mi, że muszę spytać o wyniki ankiet z moich własnych zajęć!)

    Wydaje mi się, że tutaj wiele zależy od sposobu opracowywania wyników ankiety. Można np. przyjrzeć się rozkładowi odpowiedzi na wykresie, przeanalizować pojedyncze kwestionariusze ankietowe i zobaczyć, czy nie ma tam jakichś dziwnych rzeczy. Problem widziałbym raczej w tym, że prawdopodobnie nikt na uczelniach w ten sposób nie sprawdza uzyskanych danych. A źle przeanalizowana ankieta, w dodatku na małych próbkach, rzeczywiście nie daje wiele informacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: