Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Dydaktyka » Sylabusy, czyli konsultacja Trurla

Sylabusy, czyli konsultacja Trurla

Otarłam pot ze spracowanego czoła, zapisałam ostatni sylabus, po czym zatrzasnęły się nieodwołalnie spiżowe wrota USOS-a. Zaprawdę na tej stronie powinie widnieć ostrzegawczy napis:

Bureaucracy illustrationPrzeze mnie droga w miasto utrapienia,

Przeze mnie droga w wiekuiste męki,

Przeze mnie droga w naród zatracenia …

Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją.

Mam takie wrażenie, że kolejne reformy w edukacji uczelnianej prowadzą do wykreowania specjalnej maszyny Trurla na B, której, jak Kosmos Kosmosem, nikt nie dał jeszcze rady. Otóż w jednym z opowiadań Stanisława Lema pt. „Wyprawa piąta, czyli konsultacja Trurla”, konstruktor Trurl przylatuje na planetę Stalookich, który nie mogą pozbyć się Tego Czegoś, co przyleciało, usiadło i ani drgnie. Straszyli To Coś maszynką-straszynką, maszyną-straszyną i maszyniszczem, ale nic nie pomogło. Trurl obiecuje pomoc – skonstruowanie specjalnej maszyny na Be. W tym celu żąda:  „papieru, atramentu, stempelków, pieczątki okrągłej, laku jak maku, piasku, okienek, pluskiewek, łyżeczki cynowej, spodeczka, bo herbata już jest i listonosza”. Następnie rozpoczyna urzędowanie: „listonosz biega jak szalony całą dobę w obie strony; Trurla stemple unieważnia, rezolucje wysyła, maszynistka stuka i już powstaje z wolna wokoło cała kancelaria, datowniki, pliki, akta, spinacze, zarękawki z czarnej mory, teczki, segregatory, łyżeczki, tabliczki ‚wejścia nie ma’, kałamarze, formularze, od nocy do zarania coraz więcej pisania, maszynistka stuka, a wszędzie pełno herbaty i śmieci”. Trurl w ten sposób wykańcza tajemnicze Coś i następnie wyrzuca w Kosmos biurka, stołki, pieczątki i całe to barachło, żeby ta specjana maszyna na Be nie zjadła z kolei Stalowookich. Mam wrażenie, że ta maszyna Trurla pożera w tej chwili uczelnie wyższe. Zasypują nas stosy dokumentów do wypełniania, sylabusy, ankiety ewaluacyjne, ankiety efektów kształcenia, misje wydziału, zasady dyplomowania i co tam jeszcze chcecie. Mam wizję uniwersytetu w niedalekiej przyszłości: stosy papierzysk pokrywających się kurzem i pajęczynami, nad nimi blade i wychudłe twarze wykładowców, którzy wypełniają kolejne tabelki, studentów już dawno nie ma, bo kto znalazłby jeszcze czas na uczenie.

Wypełniamy zatem co roku te nieszczęsne sylabusy. Jest tam cała masa dziwnych rubryczek i rubryczątek. Moja ulubiona to oczywiście „Efekty kształcenia”. Mamy tam zatem: wiedzę, umiejętności i (uwaga!) kompetencje społeczne – postawy. Powiedzmy, że prowadzę przedmiot „Gra na okarynie”. Nie wystarczy, że napiszę po prostu, iż student po moich zajęciach opanuje umiejętność gry na owym instrumencie. O nie! Muszę jeszcze rozdąć tę informację do monstrualnych rozmiarów, w dodatku posługując się upiorną nowmową urzędową. Czyli na przykład napisać tak:

WIEDZA

  • Student wie, jak wygląda okaryna.
  • Student wie, ile otworów ma okaryna.
  • Student wie, z czego jest zrobiona okaryna.
  • Student ma podstawową wiedzę, z jakiego języka pochodzi nazwa „okaryna” i co oznacza w oryginale.

UMIEJĘTNOŚCI

  • Student umie zatkać wybrane otwory okaryny wybranymi palcami w wybranych momentach czasowych.
  • Student umie zadąć w okarynę tak, że świadomie i celowo wydaje określone dźwięki.
  • Student potrafi rozpoznać i nazwać dźwięki okaryny.
  • Student jest w stanie określić typowe błędy powstające przy wydawaniu dźwięków z okaryny.

KOMPETENCJE SPOŁECZNE-POSTAWY

  • Po ukończeniu kursu gry na okarynie student potrafi inspirować proces uczenia się gry na okarynie innych osób.
  • Student potrafi odpowiednio określić priorytety służące realizacji celu gry na okarynie.
  • Student potrafi identyfikować problemy związane z gra na okarynie.
  • Student rozumie zasady etyki gry na okarynie.
  • Student ma pogłębioną świadomość dziedzictwa kulturowego, aktywnie uczestniczy w działaniach na rzecz szerzenia postaw etycznych niezbędnych w grze na okarynie wśród kolegów.
  • Student po ukończeniu kursu gry na okarynie uczestniczy w życiu kulturalnym, interesuje się wydarzeniami kulturalnymi oraz nowymi zjawiskami w różnych dziedzinach życia.

Całe to bredzenie muszę następnie przetłumaczyć na angielski. Na co oczywiście nigdy nie ma środków, więc zwykle robi się to w czynie społecznym.

Żeby było jasne – oczywiście że studenci powinni mieć pełną i precyzyjną informację na temat zajęć: jaka jest ich tematyka, co będą musieli przeczytać, jakie są warunki zaliczeń i egzaminów. Jednak nie rozumiem kompletnie, w jakim celu te nieszczęsne sylabusy rozbudowano do tak monstrualnych rozmiarów i wyposażono w rubryki, w które nie wiadomo, co wpisać. Podejrzewam, że zrobiono to tylko po to, żeby zapewnić strawę tej specjalnej maszynie na Be.

 

Reklamy

13 komentarzy

  1. Miłośniczka KRK i USOSa Srusosa pisze:

    Niestety wszystkie efekty kształcenia sformułowane są błędnie. Nie można w sformułowaniu efektów kształcenia dla przedmiotu używać tak generalnych określeń jak wie, umie, potrafi! Trzeba używać czasowników określających działanie, a jednocześnie sposób w jaki student będzie musiał wykazać, że dany efekt osiągnął. Nie można formułować efektu: student wie, jak wygląda okaryna. Poprawnie będzie: student opisuje okarynę, student wymienia liczbę otworów w okarynie, student określa materiał z jakiego zrobiona jest okaryna. Normalnie nie zna Pani wytycznych Ekspertów Bolońskich. Nie zapoznała się Pani z listą czasowników, których należy używać. 🙂

    • mzawislawska pisze:

      No niestety i chyba pójdę za to do piekła, gdzie przez całą wieczność będę musiała wypełniać sylabusy 😀

      • Wojtek S. pisze:

        Zastanawiam się, co stałoby się, gdyby jednak napisała Pani w sylabusie „wie, umie, potrafi”. Czy maszyna na Be ukarałaby Panią, powiedzmy wstrząsem elektrycznym? Czy może poddano by Panią reedukacji w izolowanej placówce poprawczej? Wiem, że to ryzykowny eksperyment, ale może w ten sposób dowiedzielibyśmy się, czy te sylabusy ktokolwiek czyta!

      • mzawislawska pisze:

        Muszę sprawdzić. 🙂

  2. To jakiś bełkot zidiociałych cyborgów wypisujących np instrukcje obsługi studentów itp. I zasypują takimi śmieciami nawet naukowców literaturoznawstwa. Na to nie można się godzić i należy publicznie tępić szkodników przelewających z pustego w próżne.

  3. Sylabusy sylabusami, ale kontrola jakości kształcenia to będzie COŚ! Czekam niecierpliwie!

  4. Ola pisze:

    No to teraz będę miała dla Pani małą ciekawostkę – nauczyciele w szkołach od lat wypełniają scenariusze zajęć (dokładnie – nie jeden sylabus na przedmiot a jeden scenariusz na jedną lekcję o konkretnym temacie, dla konkretnego poziomu wiekowego) w dokładnie ten sam sposób. I też muszą z, za przeproszeniem, dupy, wyciągać efekty kształcenia.
    Ja, jako studentka, muszę te bzdury wypełniać („by uzyskać odpowiednie kompetencje nauczycielskie”) i na praktykach, zamiast uczyć się jak prowadzić lekcje, wypełniam druczki. W samym zeszłym roku napisałam ich około 70, a to tylko dla… sześciu tygodni, bo tyle trwają praktyki.
    I tak, to wszystko jest bezsensowną bzdurą.

    • mzawislawska pisze:

      Fatalna sprawa. Obawiam się, że utoniemy w tych papierach, a szkoły i uczelnie opustoszeją 😦

      • Ola pisze:

        Ktoś powinien wreszcie coś z tym zrobić, ale co ja, mała studentka, mogę? Nic.

    • Hormiga pisze:

      Szkoła zawsze była jednak bardziej sformalizowana biorąc pod uwagę proces kształcenia, Uniwersytet to jednak co innego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: