Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Nauka » Wyszkolona

Wyszkolona

Pełna nadziei, zaciekawiona i podekscytowana udałam się na szkolenie dla pracowników naukowych zatytułowane obiecująco: Szkolenie z pozyskiwania środków pozabudżetowych na badania naukowe i tworzenie nowych programów kształcenia. W sali siedziało lekko onieśmielone stadko pracowników UW (wśród nich było kilka osób z mojego wydziału), projektor rzucał slajdy, kawa się parzyła. Prowadząca zapytała nas najpierw, skąd jesteśmy. Okazało się, że na szkolenie przybyli prawie sami humaniści, co panią lekko stropiło, ale pocieszyła nas, że dla humanistów też coś się znajdzie (tiaaaa). Oczywiście wszystkie przykłady wniosków dotyczyły nauk ścisłych, no cóż. A przecież przy rejestracji podawaliśmy nasze wydziały, zatem chyba wiadomo było, że raczej nie zajmujemy się fizyką kwantową. Przed szkoleniem warto by było się zorientować, kto będzie siedział na sali, żeby nie opowiadać humanistom np. o Wspólnotowym Centrum Badawczym (JRC). Zatem mój pierwszy wniosek ze szkolenia był następujący: jeśli jesteś humanistą, to masz przekichane.

Kolejne programy i jak mantra powtarza się: dla młodych naukowców, dla młodych naukowców, dla młodych… Młodość w nauce kończy się na 35. roku życia, zatem już dawno jest za mną. No i co ma robić naukowiec w wieku średnim? Usiąść przed bramą UW z harmoszką i puszką, na której napisze: „Zbieram na konferencję w Genewie”? Przeczytałam ostatnio  list młodych i zadowolonych naukowców do minister B. Kudryckiej. Nic dziwnego, że jesteście zadowoleni, moi drodzy. Pogadamy, jak skończycie 35 lat i wkroczycie w smugę cienia. Drugi wniosek: jak masz więcej niż 35 lat i jesteś humanistą, to człowieku dopiero masz przekichane!

W przerwie rozmawiam z kolegą z literatury. Kolega jest wyraźnie zmartwiony, mówi, że znalezienie partnerów z zachodu do projektu z dziedziny literatury graniczy z cudem, bo uniwersytety zachodnie nie są zainteresowane współpracą z Polakami. Próbował kilka razy, posłali go na drzewo. Czyli jak jesteś humanistą po 35 roku życia i jeszcze do tego zajmujesz się literaturą, to najlepiej zrób kurs obsługi wózka widłowego.

Słucham prowadzącej i w mej głowie rodzi się pomysł projektu. Poprowadzę szkolenia dla szkolących, jak mówić do uczestników w sposób jasny i zrozumiały. Jeśli jest coś gorszego od bełkotu naukawego, to jest to bełkot urzędniczy. Ponieważ jak pozycja – to tylko wiodąca, jak jakość – to światowej klasy, jak kwestia – to kluczowa, a współpraca jest oczywiście strategiczna. Doskonałość – cud nad cudami – da się stopniować. Czy ktoś rozumie tę frazę: „Globalizacja produkcji wiedzy i potencjału innowacyjnego”? Bo ja nie bardzo. Albo inny kwiatek „ERA zapewnia otwartą na świat, sprawnie działającą przestrzeń wolności”. Eeeee, że jak? Dowiedziałam się też, że politykę się implementuje w zakresie unii innowacji. Tu mi się już mózg lekko przegrzał, bo jako żywo implementacja to »przystosowanie programu, języka programowania lub systemu operacyjnego do pracy na określonym typie komputera». Czy prowadzącej może chodziło o wprowadzanie, realizację, zastosowanie? Już nigdy się tego nie dowiem.

Czego się dowiedziałam na szkoleniu? Że jestem dobra w posługiwaniu się Internetem, bo o tych wszystkich źródłach finansowania to już dawno wiedziałam, zatem nihil novi sub sole. Że to i tak na nic, bo w 2014 kończy się 7 Program Ramowy i na jego miejsce wchodzi Horyzont 2020, o którym na razie niewiele wiadomo. I na koniec – że z tegoż nowego programu o dziwo nie usunięto jako priorytetu nauk społecznych i humanistycznych, choć takie były pierwotne plany.

Smutne stadko podstarzałych humanistów opuściło salę szkoleniową i poszło sobie na kawę.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Właśnie dlatego nie chodzę z zasady na takie szkolenia 😉 A grant na szkolenie prowadzących szkolenia – to jest to. Tylko do kogo „aplikować”?

  2. Marta Falkowska pisze:

    Jako uczestniczka tego samego szkolenia dodałabym jeszcze jeden wniosek: jeśli (niezależnie od wieku) masz rodzinę, to i te obiecujące programy zwiększające „mobilność” naukowców nie są dla Ciebie. Mało który mąż zgodzi się np. na 2 lata porzucić własny zawód wyuczony i wyjechać z żoną-naukowcem. Wyjątkiem mogą być sytuacje, kiedy rzeczony mąż reprezentuje wolny zawód, ew. pozwolić sobie na długi urlop lub po prostu rzucenie dotychczasowej pracy w diabły. O dzieciach już nie wspominam, bo one zwykle szybko przystosowują się do zmiany otoczenia.

    Szkolenia organizować możemy, ale tego urzędniczego bełkotu przecież nie zwalczymy. Raz wprowadzone „polskie” tłumaczenia zostają w dokumentach i bazach danych na wieki wieków… NB. czy czasem takich szkoleń dla tłumaczy unijnych w Brukseli nie prowadziła Rada Języka Polskiego?

    • mzawislawska pisze:

      Małe dzieci się przystosowują, gorzej z większymi. Ja wyjechałam z rodzicami na trzy lata do Moskwy, jak miałam 15 lat. Nie było łatwo se przystosować (II klasa liceum). A jeszcze gorszy był powrót do Polski. Tak, te wyjazdy zagraniczne są tylko dla singli, którzy jeszcze maja bardzo zdrowych rodziców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: