Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Nauka » Niecisław Nieznany, czyli dlaczego warto pisać monografie

Niecisław Nieznany, czyli dlaczego warto pisać monografie

Polski: Jan Niecisław Baudouin de Courtenay

No może trochę przesadziłam z tym „nieznanym”. W zasadzie znany, ale raczej specjalistom i to nielicznym. Jako kolejny wzór i też memento dla współczesnych badaczy posłuży mi Jan Niecisław Baudouin de Courtenay.

Eeee… kto? I jak to się w ogóle czyta? No właśnie, nie sądzę, żeby poza braćmi i siostrami polonistycznymi ktokolwiek kojarzył to nazwisko. Zresztą być może jedyne skojarzenie polonisty z UW jest związane z biblioteką językoznawczą, której Baudouin jest patronem (moi koledzy mówili po prostu – biblioteka Beduina-Kurtyny). A kiedy wrzuci się to nazwisko do internetowej wyszukiwarki, dowiemy się z niejakim zdumieniem, że to sławny (lub nawet najsławniejszy) polski językoznawca,co więcej – prekursor strukturalizmu, twórca „polskiej szkoły kazańskiej”, którego idee inspirowały badaczy z Praskiego Koła Strukturalnego dobre pół wieku później.

Jan Ignacy Niecisław Baudouin de Courtenay był Polakiem mimo obco brzmiącego nazwiska. Jego ród, bardzo arystokratyczny, sięga do do Baldwina II de Courtenay, hrabiego Flandrii i ostatniego władcy Cesarstwa Łacińskiego w XIII w. Jeden z przodków Baudouina przybył do Polski, gdzie znalazł służbę na dworze króla Augusta II.

Baudouin de Courtenay studiował w Szkole Głównej w Warszawie, potem w Jenie (uczył się u Schleichera), w Berlinie (u Webera), w Pradze, Lipsku oraz w Petersburgu. Poliglota – znał całą masę języków: rosyjski, słoweński, czeski, niemiecki, francuski, włoski, litewski, sanskryt, łacinę, języki turko-tatarkie, ugro-fińskie (które uważał za doskonalsze od nieuporządkowanych języków syntetycznych, takich jak polski), bałtyckie, ido, a także esperanto. Spędził trzy lata w Friuli nieopodal Triestu, gdzie badał język Rezjan – był więc także czynnym i bardzo doświadczonym dialektologiem. Ufff…. Jak czytam o tych gigantach językoznawstwa, to mogę podpisać się pod monologiem Adasia Miauczyńskiego z filmu Koterskiego „Nic śmiesznego”: „I jak ja stanę przed Bogiem? Czy bogami może? Co będę prezentował, gdy przestanę być? Jaki będę miał bilans? Jakie winien i ma? Humanista bez łaciny i greki, inteligent bez choćby angielskiego, rosyjski słabo i w razie czego „danke schön”, z ledwie liźniętą rodzimą klasyką, która mnie zresztą żenuje i nudzi, z nieprzeczytaną Biblią, ledwie zaczętym Proustem, Joyce’em …”.

Co sprawiło, że Jan Baudouin de Courtenay jest jednym z nielicznych polskich językoznawców, którego nazwisko pojawia się w zagranicznych encyklopediach i słownikach? W swoich badaniach indoeuropejskich nie wyróżniał się jakoś specjalnie z grona ówczesnych badaczy. Adam Heinz pisze, że tym, co uczyniło z Baudouina prekursora strukturalizmu, była jego teoria języka. Dostrzegł on istotność badań synchronicznych (w epoce, w której królowała diachronia), choć nie oddzielał on ich tak kategorycznie od diachronii jak Saussure, raczej postrzegał je jako dwa przenikające się wymiary, bardziej dynamiczny (diachroniczny) i statyczny, ale widziany jako szczególny przypadek dynamiki (synchroniczny). Baudouin uważał, że badania języka należy zaczynać od jego stanu aktualnego, od tego, co znane, a dopiero potem zajmować się przeszłością (metaforycznie to ujmował tak: najpierw trzeba dobrze znać biologię, żeby móc zajmować się paleontologią).

Dostrzegał on różnicę między stroną fizyczną dźwięków mowy, a tym, co jest w nich istotne z punktu widzenia języka. Sformułował on bardzo nowoczesną teorię fonemu, który uważał za minimalną jednostkę znakową o funkcji różnicowania form wyrazowych. L.W. Szczerba, jeden z uczniów Baudouina, po studiach u samego Ferdinada de Saussure’a, napisał: „Bardzo wiele z tego, co powiedział F. de Saussure w swym głęboko przemyślanym i pięknym podaniu […] było nam od dawna znane już z pisma Baudouina. Tymczasem niektórzy lingwiści nawet naukę o fonemach, w tej czy innej mierze, gotowi są przypisać Saussure’owi” (za: Heinz 1990: 28). Sam Saussure znał prace Baudoina bardzo dobrze i właśnie tego badacza oraz jego ucznia – Mikołaja Kruszewskiego – przywoływał na swoich słynnych wykładach.

Baudouin widział język jako system, choć znów nie tak matematycznie i abstrakcyjnie jak Saussure. Pisze o tym w haśle „Język i języki” w Wielkiej encyklopedii powszechnej z 1903 r.: „Język plemienny i narodowy jest abstrakcją i konstrukcją uogólniającą, wytworzoną z całego szeregu języków indywidualnych, jest sumą skojarzeń językowo-pozajęzykowych, właściwych indywiduom i przeciętnie, abstrakcyjnie, ludom i plemionom”.

Zainteresowania naukowe Baudouina były bardzo szerokie: obejmowały oczywiście językoznawstwo porównawcze, opis języków i dialektów słowiańskich, teorię języka – fonologię, morfonologię i morfologię, a nawet rozwój języka dziecka (źródłem wiedzy na ten temat było pięcioro dzieci uczonego – biedactwa) i patologie językowe. W odróżnieniu od Saussure’a opublikował bardzo dużo prac, bo ponad trzysta. Dlaczego zatem dziś większość humanistów kojarzy ze strukturalizmem nazwisko Szwajcara, a Polak gdzieś ginie w jego cieniu?

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze Baudouin utknął na lata w Kazaniu, prowincjonalnym miasteczku w carskiej Rosji. Wzmianki o „szkole kazańskiej” spotykały się wtedy z drwinami uczonych z tych bardziej znanych ośrodków akademickich w Moskwie czy Petersburgu. Prace Baudouina nie zostały też docenione w Polsce, do której wrócił po I wojnie światowej, by objąć Katedrę Językoznawstwa Indoeuropejskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Świadomy swojego wyobcowania pisał pod koniec życia do Henryka Ułaszyna, jednego z uczniów, że „Na każdym kroku spotykały mnie ciosy i rozczarowania” (za: Stankiewicz 1986: 16). Zdobyciu uznania w Polsce nie sprzyjały także jego liberalne poglądy. W sieci Baudouin funkcjonuje nie tylko jako znany językoznawca, ale także jako jeden ze słynniejszych apostatów. Był on również gorliwym obrońcą mniejszości narodowych (po śmierci Narutowicza to właśnie jego kandydatura została wysunięta przez przedstawicieli mniejszości na prezydenta Polski).  Baudouin de Courtenay pisał dosadnie: „Jednostka ludzka, mająca prawo do poszanowania jej godności ludzkiej, powinna być bronioną przed przymusem zarówno wyznaniowym, jak i narodowościowym. Zamachy osób, uważających siebie za naczelników pewnej narodowości, na wolność sumienia narodowego innych ludzi, powinny być traktowane albo jako gwałt, albo też jako objaw niepoczytalności” (Baudouin 1908: 27).

Kolejna kwestia to język jego publikacji. Prace Baudouina nie były w zasadzie czytane poza granicami Rosji, ponieważ pisał on niemal wyłącznie po polsku i rosyjsku, często w trudno dostępnych i mało znanych czasopismach o bardzo ograniczonym zasięgu oddziaływania. Gdyby nie Jakobson, które te egzotyczne języki znał i który przywrócił Baudouinowi należne miejsce w historii językoznawstwa, Polak prawdopodobnie zniknąłby w pomroce dziejów.

Wreszcie problem najistotniejszy: brak syntetycznego wykładu teorii. Nowatorskie tezy Baudouina de Courtenay są rozsiane chaotycznie po tych licznych, drobnych publikacjach. Nigdy nie opublikował on monografii, w której wyłożyłby systematycznie swoje poglądy, a niestety nie miał takiego szczęścia do uczniów jak jego znakomity kolega z Genewy, którego wykłady zostały zredagowane i wydane pośmiertnie tylko dzięki staraniu byłych studentów. I to jest to memento, które zapowiedziałam na początku. Twierdzę stanowczo, że w humanistyce cykl artykułów, nawet w najwyżej punktowanych czasopismach, nie jest i nie będzie nigdy równoważny monografii (choć dopuszcza się to teraz w przewodach habilitacyjnych). Książka jako zwieńczenie dorobku badacza ma taki sens, że pokazuje, co ma on do dodania w jakiejś dziedzinie. Zatem piszmy jednak te monografie, mimo że są niżej punktowane niż artykuły w czasopismach z listy A.

Można by sobie teraz pomarzyć i pogdybać… Gdyby Baudouin pisał więcej w językach znanych na Zachodzie, gdyby nie siedział w tym Kazaniu, gdyby zostawił po sobie monografię zawierającą zwarty i całościowy wykład  swoich nowatorskich teorii, to kto wie, czy to właśnie nie on byłby teraz uważany za ojca strukturalizmu.

Bibliografia

Jan Baudouin de Courtenay, W sprawie porozumienia się ludów słowiańskich, Warszawa 1908.

Jan Baudouin de Courtenay, Dzieła wybrane, t. 4, Warszawa 1990.

Adam Heinz, Jan Baudouin de Courtenay jako teoretyk języka i indoeuropeista, [w:] Jan Baudouin de Courtenay, Dzieła wybrane, t. 4, Warszawa 1990.

Edward Stankiewicz, Badouin de Courtenay a podstawy współczesnego językoznawstwa, Wrocław 1986.

Reklamy

1 komentarz

  1. […] do siebie nazywają się rodzinami językowymi z tego samego pnia. Bardzo tę metaforę wyśmiewał Baudouin de Courtenay, który wielokrotnie w swoich pracach podkreślał, że język wcale nie jest żadnym organizmem. Na […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: