Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Nauka » GMO i skarpetki w fioletowe grochy

GMO i skarpetki w fioletowe grochy

A section of DNA; the sequence of the plate-li...

A section of DNA; the sequence of the plate-like units (nucleotides) in the center carries information. (Photo credit: Wikipedia)

Rozgorzała znów dyskusja o GMO, czyli o wprowadzeniu w Polsce upraw organizmów  modyfikowanych genetycznie. Nawet Doda się wypowiedziała, że jest przeciwko. Nie chcę tu pisać o argumentach przeciwników i zwolenników GMO, bo są one powszechnie znane. Chcę jednak napisać o czymś, co we mnie budzi bardzo duży niepokój nie tylko odnośnie organizmów modyfikowanych, ale badań genetycznych in extenso. A tym czymś jest tzw. DNA śmieciowe (ang. junk DNA).

Jak wiadomo, żaden model naukowy nie jest doskonały i nie jest w stanie opisać zjawisk w całej ich złożoności. Wcześniej czy później pojawi się klasa, do której wrzucimy wszystkie te fakty, z którymi nie wiemy, co zrobić, bo nasz model ich nie obejmuje. Przyjmijmy prostą metaforę pralniczą: dzielimy pranie na białe i kolorowe. Na początku idzie świetnie: biały podkoszulek – siup do białego, czerwona koszulka z napisem „Lingwista po lobotomii” – hyc do kolorowego. Dzielimy sobie to pranie, aż nagle znajdujemy białe skarpetki w fioletowe grochy. I stajemy przed dylematem – co z tymi skarpetkami zrobić? Bo najwyraźniej należą w jakimś stopniu do obu klas. Możemy np. udawać, że takie skarpetki nie istnieją, a ludzi, którzy mówią, że przecież widzieli je w naszej szafie, odsądzać od czci i wiary i twierdzić, że ich wypowiedzi są nienaukowe, ponieważ, jak wiadomo, skarpetki w fioletowe grochy są w tej samej kategorii zjawisk, co Wielka Stopa, UFO i duchy. Możemy też przyznać się, że nasz model jest kiepski i należy go dopracować lub w ogóle zmienić na bardziej adekwatny do rzeczywistości (rozwiązanie pracochłonne i bolesne dla ego badacza).

Jak się ma ta pralnicza metafora do nauki? Otóż moim zdaniem o jakości modelu decyduje właśnie klasa śmieciowa. Im jest mniejsza, tym lepszy jest model.  Powszechnie wiadomo, że w genetyce przyjęto założenie, iż główną funkcją DNA jest kodowanie białek, czyli zapis ogólnego planu budowy i rozwoju każdego żywego organizmu. Badacze odkryli jednak, że istnieje część DNA, która niczego nie koduje i w ogóle nie bardzo wiadomo, do czego służy. Najpewniej – zadecydowali radośnie naukowcy – jest to jakaś ewolucyjna pozostałość, która nie pełni żadnej istotnej funkcji w organizmie (co jak pokazują np. najnowsze badania projektu Encoding – nie jest wcale prawdą). Pojawia się zatem podstawowe pytanie – jaki jest stosunek DNA kodującego do DNA śmieciowego? Otóż DNA kodujące to 2%, zaś DNA śmieciowe to 98% całego genomu. Przyjęty w genetyce model obejmuje tylko malutki fragmencik badanego zjawiska, a cala reszta to klasa śmieciowa! W takiej sytuacji trudno wierzyć genetykom, którzy bagatelizują obawy przeciwników GMO, ponieważ wygląda na to, że naukowcy nie mają bladego pojęcia o naturze obiektu własnych badań.  To tak jakby chirurg podejmował się operacji, choć ma wiedzę jedynie o 2% naszej anatomii, albo jakiś inżynier próbował naprawić nasz komputer, choć zna się jedynie na budowie stacji dysków. Aż chce się przywołać wypowiedź Richarda Feynmama „Nauka to wiara w ignorancję ekspertów”.

Kiedy słucham wypowiedzi naukowców w sprawie GMO mam takie okropne wrażenie, że pokazują nam z dumą biały podkoszulek i czerwoną koszulkę, ładnie uprane i pachnące, ale za ich plecami stoi wielka szafa gdańska, która puchnie od milionów par białych skarpetek w fioletowe grochy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: