Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Nauka » Naukowiec w szponach sieci

Naukowiec w szponach sieci

Kiedy korzystam z Internetu, zawsze mam nieodparte skojarzenie z opowiadaniem Lema „Wyprawa szósta, czyli jak Trurl i Klapaucjusz demona drugiego rodzaju stworzyli, aby zbójcę Gębona pokonać”, w którym dwaj dzielni konstruktorzy zbudowali dla zbójcy, łaknącego nade wszystko wiedzy, demona, który miał mu ekstrahować i znosić „informacje o wszystkim, co było, co jest, co może być i co będzie”. I faktycznie – Gębon dowiedział się „jak się wije arlebardzkie wiją i że córka króla Petrycego z Labaudii zwała się Garbunda, i co jadł na drugie śniadanie Fryderyk II, król bladawców, nim wojnę wypowiedział Gwendolinom, i ile powłok elektronowych elektronowych liczyłby sobie atom termionolium, gdyby taki pierwiastek był możliwy, i jakie są wymiary tylnej małego ptaszka, zwanego kurkucielem, którego na swych rozamforach malują Marłajowie Wabędzcy…”. Wypisz wymaluj – wyniki wyszukiwania, które wypluwa z siebie demon Gugiel. Oczywiście truizmem jest stwierdzenie, że w sieci jest masę śmieci (niechcący się rymnęło), ale kryje też ona w sobie ogromny potencjał. Współcześnie większość naukowców nie wyobraża sobie funkcjonowania bez Internetu – ja również do nich należę, choć pracę magisterską pisałam jeszcze na maszynie, a materiały do opracowania zbierałam żmudnie na żółtych, papierowych fiszkach (mam je do tej pory).

Wśród tych śmieci można znaleźć całą masę rzeczy użytecznych dla naukowca. Ja w Internecie szukam informacji bibliograficznych, korzystam z elektronicznych publikacji przez stronę Biblioteki Uniwersyteckiej, zaglądam na rożne strony związane z nauką i szkolnictwem wyższym (np. MNiSZW). Czytuję ciekawe blogi naukowe (jednym z bardziej inspirujących  jest dla mnie blog Warsztat badacza komunikacji). Ku mojemu zaskoczeniu – bardzo dobrym źródłem informacji są portale społecznościowe. Mam konta na portalach przeznaczonych dla naukowców Academia.edu oraz ReaserchGate (rekomendowanym na stronach UW) – znalazłam tam całkiem sporo osób, których badania mnie interesują i dowiaduję się błyskawiczne, co nowego opublikowali albo znajduję w ich bibliografiach książki i artykuły, które są przydatne w moich badaniach. Ja również jestem obserwowana, o dziwo także przez badaczy zajmujących się naukami przyrodniczymi, być może dlatego, że pisałam o metaforach używanych w fizyce i biologii.

Jestem także na Tweeterze i Facebooku, z których można się dowiedzieć zaskakująco dużo, jeśli „polubi się” odpowiednie strony czy obserwuje konkretne osoby lub instytucje. O nowych konkursach na projekty naukowe dowiaduję się ostatnio z FB, bo jak się okazało, Narodowe Centrum Nauki ma tam swój profil.

Oczywiście w sieci jest także wiele zasobów, które stanowią smakowity żer dla językoznawcy. Jest to chociażby Narodowy Korpus Języka Polskiego, z którego korzystam bardzo często. W Internecie znajduje się także wiele ważnych słowników, np. Słownika języka polskiego, pod red. Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego (tzw. warszawskiego), Słownika języka polskiego S. Lindego, Nowego dykcyonarza to iest Mownika M.A. Troca, Thesaurusa G. Knapskiego, Słownika polszczyzny XVI wieku, pod red. S. Bąka, M. R. Mayenowej, F. Pepłowskiego, Słownik języka polskiego XVII i 1. poł. XVIII w., red. W. Gruszczyńskiego, Słownika Wileńskiego i wielu innych podstawowych dla językoznawcy źródeł. Jest to naprawdę olbrzymie ułatwienie w pracy i redaktorom tych zasobów należą się brawa za pomysł i podziękowania za niezwykle żmudną pracę, z której mogą teraz korzystać inni badacze.

Internet może także być wykorzystany do upowszechniania wyników badań. Zespoły pracujące w projekcie tworzą najczęściej strony internetowe (jest to dość oczywiste rozwiązanie). Jeśli projekt  dotyczy czegoś tak konkretnego, jak np. korpus, słownik czy sieć semantyczna, typu WordNet, to oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest pokazanie na takiej stronie wyników prac w postaci wymienionych powyżej zasobów, z wyszukiwarkami i innymi narzędziami ułatwiającymi życie użytkownikom. Nowym i w moim przekonaniu dużo ciekawszym pomysłem jest strona Lynne Cameron, poświęcona upowszechnianiu jej badań w ramach grantu „Living with Uncertainty: Metaphor and the Dynamics of Empathy”. Pomysł polega na tym, że autorka prowadzi blog, w którym pojawiają się wpisy związane z tym projektem. Jest to dla mnie osobiście dużo bardziej interesujące niż statyczna strona, na której często-gęsto widnieją jedynie nazwiska kierownika i wykonawców projektu oraz magiczne numerki grantu, parę linków do jednostek i może jeszcze przygarść publikacji.

Internet jest niewątpliwie lemowskim demonem drugiego rodzaju, ale sądzę, że to jest taki demon, którego można oswoić i zmusić do wyszukiwania informacji bardziej istotnych niż „litanie zaklinaczy harmęckich dla obudzenia wielebnego Ćpiela Grosipiulka, […] i sześć sposobów warzenia zupki grysikowej, i trutka dobra na stryjny, i sposoby łechtania ckliwego”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: