Caesar non supra grammaticos

Strona główna » Nauka » Rosół z kury, co znosi złote jajka

Rosół z kury, co znosi złote jajka

Przeczytałam ostatnio, że z raportu NIK wynika, że są źle wydawane pieniądze na naukę. Głównym zarzutem było to, że „większość środków przeznaczanych jest na niewielkie projekty badawcze, których naukowe efekty są zwykle mizerne i nie przynoszą gospodarce oczekiwanych korzyści”. Przyjrzyjmy się więc głównym bolączkom związanym z grantami naukowymi.

1. Czas.

Po pierwsze – każdy, kto kiedykolwiek starał się o grant, wie doskonale, ile trwa samo przygotowanie wniosku i jak skomplikowana jest to procedura: wypełnia się stosy papierów i formularzy, na których muszą znaleźć się podpisy wszystkich świętych, tłumaczy się w pocie czoła wersję angielską, nie wiadomo po co, bo i tak oceniają to Polacy, itp. Każdy również dobrze wie, jak długo oczekuje się na wyniki – 6 miesięcy człowiek nerwowo obgryza paznokcie – dali, czy nie dali? Nawet jak się ma już ten grant, to znów czeka się, aż spłyną pieniądze do kasy jednostki. Zwykle zabiera to kolejne parę miesięcy. Czyli średnio cała procedura trwa około roku (przy optymistycznym założeniu, że grant faktycznie zostanie przyznany). W przypadku naprawdę innowacyjnych pomysłów – to jest absolutnie zabójcze. Jaki pomysł po roku mielenia wniosków w biurokratycznej machinie nadal będzie innowacyjny?

Druga kwestia – to długość trwania projektu. Maksymalnie jest to trzy lata. Są takie projekty (co więcej, jest ich nawet całkiem sporo), których realizacja trwa znacznie dłużej. Czy ktoś wyobraża sobie wybudowanie Wielkiego Zderzacza Hadronów w trzy lata? Mamy zatem wspaniały, rewolucyjny pomysł naukowy, ale nagle okazuje się, że w połowie jego realizacji zostajemy bez pieniędzy, bo grant właśnie się skończył  i co najwyżej możemy ponownie podjąć starania o nowy, tracąc kolejny rok roku na produkcję papierów. Ciekawe ile duchów taki niezakończonych grantów straszy w gmachach NCN-u?

2. Oceniający eksperci

To jest kolejny problem – kto te projekty ocenia. Jak się czasem poczyta niektóre recenzje, to można odnieść wrażenie, że eksperci albo w ogóle nie czytają wniosków, albo nie umieją czytać ze zrozumieniem, albo też – o zgrozo – kompletnie nie znają się na przedmiocie. Dlaczego ekspert nie podpisze się imieniem i nazwiskiem pod recenzją? Albo inaczej – skoro oni się anonimowi, to niech oceniają całkowicie anonimowe wnioski – bez nazwisk autorów i bez afiliacji. Grajmy fair! Jak czytamy w raporcie NIK „w składzie 75 proc. zespołów oceniających (w tym jednoosobowych) m.in. wnioski o dofinansowanie projektów badawczych, znalazły się osoby, które były jednocześnie pracownikami ocenianych przez siebie jednostek, a to – zdaniem NIK – mogło rodzić konflikt interesów”. No to już jest zgroza.

3. Praktyczne zastosowanie badań

Zwraca się często uwagę na brak kooperacji naukowców z gospodarką. Jak jednak można domagać się wdrożeń, skoro jednocześnie w konkursach NCN wyklucza się praktyczność badań naukowych? W opisie gratów Opus, Sonata, Harmonia, Preludium, itp. czytamy, że mają to być badania „podejmowane przede wszystkim w celu zdobywania nowej wiedzy o podstawach zjawisk i obserwowalnych faktów bez nastawienia na bezpośrednie praktyczne zastosowanie lub użytkowanie„. To ja chyba czegoś nie rozumiem. Jestem sobie w stanie wyobrazić badania, które łączą te dwie cechy: pozwalają zdobyć nową wiedzę i dają się praktycznie zastosować. Czemu dzielić to tak sztucznie? Ja wiem, że tu chodzi o tzw. badania podstawowe. Rozumiem też doskonale, że są dziedziny, w których badania nigdy nie będą użyteczne dla gospodarki, np. jaki praktyczny wymiar miałoby odkrycie, że wszechświat ma strukturę kotleta mielonego? Sądzę jednak, że państwowe pieniądze powinny być wydawane przede wszystkim na te badania, które można ukierunkować później na jakieś zastosowania praktyczne. Jeśli wynikiem grantu ma być produkcja książek i papierów,  które po zakończeniu projektu odłoży się na półkę i będą się tam pokrywać się kurzem, to lepiej sobie taki grant darować.

4. Wdrożenie

W prasie z reguły „złymi chłopcami” są naukowcy, którzy wymyślają jakieś kompletnie bezużyteczne pomysły, jak  Obliczenie liczby roztoczy i innych organizmów przebywających w łóżku człowieka (Johanna E.M.H. van Bronswijk, laureatka IG Nobla z 2007 r.) lub Wpływ temperatury na prędkość rozchodzenia się ultradźwięków w serze cheddar (Antonio Mulet, Jose Javier Benedito, Jose Bon i  Carmen Rossello, laureaci IG Nobla z 2006 r.). Ja się jednak chciałam zapytać, czy nasza gospodarka jest przygotowana do wykorzystania wyników badań naukowych? Niedawny przykład z odkryciem nowej metody produkcji grafenu pokazuje, że chyba niestety nie jest.  W wywiadzie Grafen – technologiczny cud z Polski, który zrewolucjonizuje życie ludzi czytamy, jak wygląda wdrażanie odkrycia dokonanego przez polskich naukowców z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych, które to odkrycie dotyczyło metody taniego wytwarzania dobrego jakościowo grafenu (materiału o różnych możliwych zastosowaniach w elektronice). Z wywiadu dowiadujemy się np., jakie jest zainteresowanie tym odkryciem polskich firm i jakie są ich techniczne możliwości jego ewentualnego wdrożenia: „Tylko z Hiszpanii do programu Flag Ship zgłosiło się 100 jednostek naukowo-badawczych i firm komercyjnych. Z Polski – z trudem uzbierało się ok. 30, przeważająca większość jeszcze bez żadnego dorobku w dziedzinie grafenu”. A jak wygląda finansowanie tych badań przez państwo? Czytam, co następuje: „Tymczasem jednak w ostatnich latach dotacja statutowa dla ITME w ostatnich latach spadła o 20 proc. – do 10 mln zł. A jak mówił niedawno szef ośrodka dr inż. Zygmunt Łuczyński, nawet na pomiary uzyskanego grafenu naukowcy muszą jeździć po Warszawie, bo nie mają odpowiedniego urządzenia na miejscu”. Co więc robią badacze? Ano jeżdżą sobie metrem. Należy dodać, że owa metoda została zgłoszona do polskiego urzędu patentowego w maju 2010 roku. A który rok obecnie mamy? Kończy się nam 2012. Była mowa o 100 mln euro z europejskiego projektu Flag Ship, teraz okazuje się, że to jednak będzie tylko 54 mln euro, z których jakaś część – nie wiadomo w sumie jaka, kiedyś – ale też nie wiadomo kiedy – trafi do Polski. Pod koniec października 2012 r. NCN triumfalnie poinformowało, że rozstrzygnięty został konkurs Graf-Tech i przeznaczy się na badania nad grafenem całe 60 mln zł.  Po pierwsze – to bardzo mało pieniędzy na taki typ badań. Po drugie – w NCN ruszyli trochę jak martwe cielę ogonem. Ludzie, zanim cokolwiek z tego grafenu nam wyjdzie, to w Chinach wymyślą jeszcze lepszy i jeszcze tańszy materiał do zastosowań w elektronice, produkowany z gumisiów Haribo!

Słyszeliście o metodzie produkowania benzyny z węgla? Nie jest specjalnie innowacyjna (myślano o tym wNiemczech już w czasach II wojny światowej), ale jakiś czas temu zastanawiano się nad jej wykorzystaniem w Polsce. Wyliczono wtedy, że aby było to opłacalne, baryłka ropy powinna kosztować 30 dolarów. Kosztuje 111, 08 USD (według aktualnych notowań). A czy produkujemy benzynę z węgla?

Wyobraźcie sobie tylną szybę w samochodzie bez tych irytujących metalowych prążków, tylko napylaną specjalnym materiałem, który po podłączeniu do prądu równomiernie ją ogrzewa i odmraża. Zauważyliście, żeby gdzieś takie szyby produkowano?

Albo może wyobraźmy sobie miniaturowe urządzenie, które służy do błyskawicznego zamrażania bardzo niewielkiego obszaru operacyjnego na skórze – do zastosowań w dermatologi przy usuwaniu zmian skórnych. Przydatne? Chyba tak. A ktoś to wykorzystał?

Myślicie, że polscy naukowcy nie mają innowacyjnych pomysłów? Ależ mają, bo to nie są wcale głupi ludzie. Wszystkie przykłady powyżej są prawdziwe i można by je było mnożyć. Problem jest taki, że najczęściej pies z kulawą nogą się tymi pomysłami nie zainteresuje. Albo nie będzie na wdrożenie pieniędzy, bo jak mogą być, skoro budżet państwa planowany jest na rok? Jak widać też – udział w finansowaniu badań czy wdrożeń przez firmy komercyjne jest w Polsce prawie żaden. Bywa też tak, że żadna polska firma po prostu nie dysponuje technologią pozwalającą na wdrożenie wynalazku. Jeśli badacze mieliby się dostosowywać do aktualnego stanu polskiej gospodarki, to powinni prowadzić badania wyłącznie nad metodami optymalnego tuczenia drobiu, bo to właśnie w dziedzinie drobiarstwa Polska jest potentatem.

Krótko mówiąc, jak kiedyś jakiś zdolny polski genetyk wyhoduje kurę znoszącą złote jaja i przyjdzie triumfalnie do Gospodarki, to ta mu odpowie – Wspaniale, cudowne odkrycie, bardzo nam miło, ale niech pan z tej kury lepiej rosół zrobi, bo my nie mamy pieniędzy na karmę i nie dysponujemy technologią pozwalającą na budowę kurnika.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: